czwartek, 28 lipca 2016

Rozdział 3 - ,,Plan B"





  Patrzę, na te słówka hiszpańskie i pierwsze co przychodzi na myśl, to wesoła, płynąca jak rzeka, melodia. Ten język ma w sobie tyle radości, która przeszywa człowieka od środka. Dodatkowo dobija, patrząc na gruzy planu. Wewnętrznie jeszcze nie pogodziłam się z decyzją rodziców i w ogóle z odrzuceniem tego świetnego pomysłu. Byłabym sobą gdybym odpuściła, a chwilowo mam w sobie duszę buntowniczki, więc nie pozostało mi nic innego jak spróbować jeszcze raz. Nie wpuścili mnie drzwiami... Wejdę oknem!
Wpadłam na dość pozytywną myśl, która podniosła mnie jednocześnie na duchu. Od czego w końcu ma się przyjaciół? Właśnie do takich chwil w życiu jaką mam obecnie. Michalina pieniądze ma. Mała pożyczka nie zaszkodzi - Tak zwana "chwilówka".
  Biorę telefon i szukam tego pięknego imienia w kontaktach.
  -Michalina? Mam sprawę. Pilne, natychmiast masz pojawić się w Budzie! - Nawet nie dałam jej nic powiedzieć, po prostu rozłączyłam się i biegiem na pobliski przystanek.
  Wsiadając z tej całej euforii, zapomniałam odbić swój stały bilet, ale w końcu jestem w amoku buntu. Jadąc naszła mnie nowa, awaryjna myśl. Jeśli Michalina nie da rady pomóc mi w jakikolwiek sposób, lub jej pomoc będzie niewielka, mogę udać się do banku i wziąć pożyczkę. Jestem dorosła już od 2 lat, więc na luzie powinno udać się. A później będę się tylko martwić "co tu spakować?".
  Michalina już czekała na mnie pod barem. Podbiegłam do niej najszybciej jak potrafię. Akurat była w mieście dlatego nawet nie oddzwaniała, po prostu przyszła i czekała aż skrócę o co chodzi.
  -Potrzebuję kasy na wyjazd do Hiszpanii. Starzy nie chcą mi dać, a Ty jesteś jedyną osobą, która może mi pomóż. - Michalina popatrzała na mnie, zrobiła jedną wielką zdziwioną minę, popatrzała na zegarek i odpowiedziała.
  -Mamy godzinę na to, żeby wpaść do mnie na mieszkanie, zabrać od rodziców hajs i udać się jak najdalej od domu. - Jej słowa zabrzmiały co najmniej dziwnie, a najbardziej "zabrać od rodziców hajs i udać się jak najdalej od domu".
  -Czemu mamy uciekać z domu? - Dziewczyna tylko głośno zaśmiała się, chwyciła mnie za rękę i pobiegłyśmy w stronę jej bloków.
  Jej kamienica jest bardzo bogata i kunsztownie zagospodarowana. Nic dziwnego, że mieszkają tu sami nadziani ludzie. A właśnie taką była Michalina, co może nie do końca ona, a jej rodzice. Tata architekt, a mama ordynatorka w szpitalu w Częstochowie. Dziewczyna miała jednym słowem luz, ponieważ mama zjeżdżała wyłącznie na weekendy, a tata przez projekty przesiadywał 90% swojego czasu w gabinecie. Twierdzili jednak, że nie należy rozpuszczać swojej jedynej córki, dlatego nie miała dostępu do pieniędzy. Jedyną rzeczą, na którą jej pozwalali to na życie w swoim własnym tempie i robieniu co chce. Nie jest to takie fajne jak brzmi, ponieważ bez kasy nie można robić wszystkiego, a zazwyczaj było tak, że to co chciała robić - kosztowało. Cóż... Córeczka tatusia, to córeczka tatusia. On głupi wierzył jej bezgranicznie, a Michasia tylko to wykorzystywała. Znała miejsce ich rodzinnego sejfu, zerkała tam pewnie nie raz, ale na bezpieczną sumkę.
  Wchodząc do jej mieszkania, upewniła się, że nikogo nie ma. Najgorzej było wejść do gabinetu taty, bo lubił sobie pospać na swoich projektach. Na nasze szczęście dom był pusty, a Michalina ze swoimi złodziejskimi paluchami, perfekcyjnie wbiła hasło do sejfu z pieniędzmi. Zadygotałam, jednocześnie poczułam, że robię się momentalnie blada jak ściana. Wstrzymałam rękę przyjaciółki, zerkając jej prosto w oczy.
  -Co to znaczy, że mamy uciekać z domu? - Spytałam ponownie, ponieważ wcześniej nie usłyszałam odpowiedzi.
  -Podoba mi się plan. JEDZIEMY DO HISZPANII! - Zamurowało mnie. Opadły mi ręce do samej podłogi. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nawet zwykłe "aha" było trudno wydusić. Jak widać plan został nieco zmodyfikowany, ale na szczęście pozostał planem. Po dłuższej chwili uznałam, że teraz ma to sens. Z kimś raźniej, a z Michaliną takie spontany mogą wypalić.
  Udałyśmy się do mojego mieszkania, w pokoju zliczyłyśmy pieniądze ile udało się... Ukraść? Ale przecież, ja chciałam tylko pożyczyć, a później z czystym sumieniem oddać. Michalina jednak zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą i sama zdążyła w głowie ułożyć plan B. Okazało się, że ucieczka z mieszkania blondynki była konieczna, gdyż tata miał za parę minut wrócić z delegacji. A gdy jest w domu, często przypomina Michalinie, że nie może wchodzić do jego gabinetu - ma tam dużo ważnych dokumentów oraz projektów. Najbardziej zastanawiało mnie, co dziewczyna powie ojcu, gdy ten zorientuję się, że zniknęła taka duża sumie pieniędzy. Micha jednak zapewniła, że ojciec nie skapnie się, ponieważ codziennie dokłada tam taką sobą sumę, jak i nie większą. Opowiedziałam na szybko jak wygląda mój plan. Przyjaciółka nieco zmieniła go, ale tylko w lepszą stronę. Obie uznałyśmy, że dziś w nocy wylatujemy do Hiszpanii. Michalina w Walencji zna hotel, w którym często razem z rodzicami przebywali. Wpisała nazwę w internecie i szybkim ruchem napisała mail'a z prośbą rezerwacji. Teoretycznie bez wpłacenia od górnie zaliczki nie byłoby takiej możliwości, ale pisząc z e-mail'a ojca wszystko było prościutkie.
  Natomiast ja w tym czasie wzięłam walizkę i rozpoczęłam pakowanie. Nie lubię pakować się bez wcześniejszej listy "co mam zabrać", ale nie miałam teraz na to czasu. Nikt nie mógł wiedzieć o tym, że wyjeżdżamy. Jednym słowem wygląda to jak ucieczka. Spakowałam głównie sukienki oraz bluzki z koronką i odkrytymi ramionami. Hiszpania to bardzo pikantny kraj, gdzie temperatura 35 stopni to codzienność. W przeciwieństwie do Polski, a zwłaszcza Krakowa, którego charakteryzuję deszcz i szarość. Kapelusz mamy - obowiązkowo. Okulary przeciwsłoneczne i parę sandałków.
  -A szpilki i jakieś miniówy? - Wybiła mnie z rytmu pakowania Michalina.
  -Nie mam szpilek ani miniówek. - W przeciwieństwie do niej, ja nie chodziłam na dyskoteki. Za nic nie czułam takiej potrzeby, może dlatego że posiadam za wysokie wymagania co do miejsc, w których przebywam. Z tej też racji, w mało której knajpie jadam czy chociażby siedzę, ponieważ nie pasuję mi wnętrze czy kolor foteli. Mam trudny charakter jestem tego w pełni świadoma. Nic na to nie poradzę, jedynie "ten mężczyzna" może, ale aktualnie nie jest to możliwe.
  -Masz szczęście, że masz mnie! - Zaśmiała się dziewczyna - Ja wezmę ze sobą i pożyczę Ci, żebyś wyglądała jak człowiek, a nie klapki i sukienka za kolana. Ile ty masz lat? - Tak... Różniłyśmy się z Michaliną w diametralny sposób. Od charakteru do wyglądu po przez słowa mówione. Często słyszałam z jej ust, że jak znajdę faceta, to ona będzie pierwszą osobą, która mi pogratuluję. Tak szczerze, właśnie innej opcji nie widzę. Nie mam innych przyjaciół, a rodzice gdyby dowiedzieli się, że mam chłopaka w trakcie studiów, podcięliby mu gardło...
  Byłam już spakowana, jedynie do plecaka rzuciłam na szybko potrzebne dokumenty i książki, które mogą się przydać. Umówiłyśmy się, że spotkamy się przed placem taksówkarzy obok kina. Tam wsiądziemy w taksówkę i udamy się na lotnisko.
  Dochodziła 21 wieczorem. Rodzice robili to, co zazwyczaj o tej godzinie. Czyli tata leżał przed telewizorem, oglądając informacje z świata, co chwilę przysypiając. Natomiast mama siedziała przy stole w kuchni czytając gazety. Musiałam wymknąć się po cichu i szybkim krokiem udać się w umówione miejsce. Samolot miałyśmy o 1 w nocy, więc tak naprawdę wszystko będzie na styk. Nie mam czasu na długie rozmowy ze starszymi, bo wszystko mogę zawalić. Zeszłam do kuchni, udając, że biorę szklankę zimnego soku z lodówki i idę spać.
  -Kornelio! Czemu ty jesteś jeszcze ubrana w dżinsy i koszulkę? Idź spać! - Przewrażliwiona na punkcie godziny - matka.
  -Właśnie idę się wykąpać i do spania! Jutro muszę być na uczelni o 6 rano. - Podałam taką godzinę, o której rodzice dopiero się budzą. Aby nie podejrzewali i nie robili poszukiwań mojej osoby od rana.
  -Co tak wczas? Nigdy wcześniej nie zdarzało się, żebyś o takiej porze musiała już być na uczelni. - Dociekliwości mamy nie znała granic.
  -Jutro mamy naukę w plenerze. - Jednocześnie szybko dodałam, aby nie wypytywała zbyt długo o szczegóły. - Wiesz na budowli obok stadionu Krakowi. Musimy rozpocząć razem z budowlańcami. - Mama pokiwała głową, wracając do gazety. Cichym krokiem udałam się w stronę schodów, udając że po nich wchodzę. Chwyciłam walizkę i wyślizgnęłam się przez drzwi.
  Zostawiłam list z wiadomością dla rodziców w pokoju na biurku. Napisałam po krótsze, że mam do nich żal, dlatego sama postanowiłam zadbać o swój cel. Mają nie dzwonić na policje, bo nigdzie nie zaginęłam. Po prostu chciałam spędzić chociaż kawałek swojego życia tak, jak sobie to wymarzyłam. Dodałam iż czas mojego pobytu jest nie określony. Mam zamiar znaleźć pracę i pomieszkać trochę w słonecznej Hiszpanii. Zapewniłam, że pieniądze które mam, nie są od nich, więc po prostu mają czekać i nie dzwonić.
  Moja walizka była dość lekka, może dlatego, że sukienki które zabrałam są zwiewne i lekkie. Przystanęłam obok jednej z taksówek i wyszukiwałam w przechodniach Michaliny. Ta jednak trochę spóźniała się. Gdy nagle ujrzałam jak jej tata podjeżdża swoja wypasioną czarną bryką przed chodnik. W kieszeni poczułam wibrację mojego telefonu. Wyświetla się numer Michaliny.
  -Halo?
  -Wsiadaj do auta, jedziemy na lotnisko! - Już nic nie rozumiałam. Myślałam, że ona tak samo jak ja, musi kłamać, żeby wydostać się z domu i wyjechać na nieokreślony czas. Natomiast jej tata najwidoczniej o wszystkim wie. Otworzyłam tylne drzwi pasażera, większym ruchem wrzuciłam walizkę i usiadłam. Byłam nieco zdrętwiała, ponieważ nic nie rozumiałam.
  -Tata zaproponował, że podwiezie nas. Wiesz jak to jest z tymi taksówkami. Musiałybyśmy zapłacić z 200 zł za przejazd na lotnisko. - Mówiła tak na luzie, że czekałam jedynie na jakiekolwiek słowa jej taty. Jednak on nic nie mówił, tylko skoncentrował się na drodze. Chwyciłam z powrotem telefon do ręki i wysłałam sms'a Michalinie z treścią: ,,Twój tata o wszystkim wie? Nic nie rozumiem". Blondyna odczytała i po szybkim zerknięciu na tatę odpowiedziała.
  -Zabrałaś te książki, o które prosili profesorowie? Bo tak mi się przypomniało, że nie zabrałam ich. - Teraz dopiero dodarło do mnie, że jej kłamstwo polegało na innej wersji. Na szczęście odpowiedziałam dość płynnie i szybko aby nie wyglądało to sztucznie.
  Na lotnisku byłyśmy troszkę po 23 w nocy. Tata Michaliny wyściskał ją, a w moją stronę przesłał parę buziaków z ręki. Tak naprawdę to tata Michaliny jest bardzo dobrym ojcem. Co prawda zapracowany i często na pewno zmęczony, ale traktuje swoją córkę z należytym szacunkiem. Mój tata bankowo nie pożegnałby się w taki sposób ze mną. Nawet nie przypominam sobie, kiedy ostatnio przytulił mnie. Kiedy żyje sobie w normalnym tępię, absolutnie nie przeszkadza mi to. Jednak gdy widzę takie sytuację jak chociażby ta, serce lekko boli, a łezka w oku kręci się. Nigdy nie miałam dobrego kontaktu z tatą, chociaż jestem jedynym jego dzieckiem. To najzwyczajniej zależy od charakteru. Można wywnioskować, że mój tok myślenia i postępowania jest identyczny jak ojca. Jednocześnie ja mogłabym podejść do niego i przytulić, ale moje zasady nie pozwalają na takie czyny.
  Kiwnęłam ręką na pożegnanie z ojcem przyjaciółki i szybkim krokiem poszłyśmy na lotnisko. Jeszcze nigdy nie leciałam samolotem, więc będzie to podwójna przygoda oraz przeżycie. Najgorsze jest to stanie w kolejce i czekanie na przejście w bramce oraz odbiór bagażu. Gdyby tak więcej ludzi wylatywało o tej godzinie, wydaję mi się że wystąpiłoby lekkie zamieszanie.
  Wsiadając na pokład w drzwiach samolotu stało kilka stewardess oraz jeden młody mężczyzna pracujący na tej samej funkcji. Miał ciemno brązowe oczy oraz duże promienne usta. Spojrzał mi się prosto w oczy i kącikiem ust uśmiechnął, miło witając.
  -La bienvenida a bordo de una aeronave! (Witamy na pokładzie samolotu) - Byłam zaskoczona, bo wydaję mi się, że był to hiszpański. Tyle co wsiadłyśmy do samolotu, a już zyskałyśmy hiszpański promyk szczęścia. Idealnie rozpoczęła się ta przygoda. Hiszpański język i mężczyźni - to jest to! Usiadłyśmy na swoich miejscach i obie zaczęłyśmy się śmiać z sytuacji, która przytrafiła się kilka sekund wcześniej. Spojrzałam w małe okienko i spokojnie wzdychałam ze szczęścia. Nie wierzyłam, że plan już w połowie wypalił. Jestem dosłownie jedną nogą w Hiszpanii.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz