poniedziałek, 25 lipca 2016
,,Hiszpańsko - Włosko - Polskie story" Rozdział 1 - Jedna z niewielu kartek.
Kraków charakteryzuję się ciągłą szarością, tym smogiem unoszącym się ponad miastem, ciągłym deszczem i tłumem turystów. Każdy, który przyjeżdża tu raz na jakiś czas, widzi w tym mieście coś niezwykłego. Ja natomiast, przeciętna mieszkanka tego miasta, uważam że nie ma tu co robić, a krakowiacy są zwyczajnie przereklamowani jako ludzie. To miasto rozwija się tylko w jednym kierunku - studia. A cała reszta stoi daleko w tyle. Od przedszkola chodzę tymi samymi ścieżkami, które przetarli mi wcześniej rodzice. Jestem samodzielna, jednakże nie czuję się wolna ani spełniona. Nie chodzi mi o fakt braku pieniędzy czy o posiadanie markowych rzeczy, ale o ten smak czystego spontanu i zrobienia czegoś szalonego, co wklei się trwale w pamięć.
Jestem studentką obsługi oraz konstruowania maszyn mechanicznych. Tak, wiem, nazwa długa i dziwna jak na dziewczynę. Bądź co bądź dążę do swoich ideałów, a jednym z nich jest robienie rzeczy wbrew sobie. Całkiem zrozumiałe podejście, co nie? Ogółem studia są nudne i nikomu ich nie polecam. Według mnie można robić wiele innych rzeczy niż uczyć się, bo to najłatwiejsze wyjście - nauka. Że to tak ujmę "do pracy rodacy". Niestety u mnie rodzice posiadali największy wpływ jeśli chodzi o studia, jak zresztą w 50% innych młodych ludzi. "Bez wykształcenia? Jak to? Co pomyślą sąsiedzi? Co pomyśli rodzina, dziadkowie?" No ale co oni mogą pomyśleć? Wszyscy są zaślepieni, tym chorym jak dla mnie, schematem życia.
-Kochanie! Wstawaj! Zaraz będzie 10 po 7, a Ty musisz jeszcze dojechać na uczelnie. - Otworzyłam oczy i ujrzałam wychodzącą już z mojego pokoju Ann czyli mamę. To ona jest najbardziej wyczulona jeśli chodzi o studia i obowiązek pójścia na nie. Pilnuje mnie, abym na żadne zajęcia na zaspała i żeby moje zdrowie było w jak najlepszej formie. Jednym słowem - paranoja.
-Podwiozę Cię, właśnie jadę do pracy. - Kochany tata, nie jest samolubny i pomyślał o mnie. Szkoda tylko, że wtedy kiedy najbardziej tego nie chcę. To najgorsza zmiana w całym miesiącu, tata zaczyna pracę w autobusie miejskim od 8 rano do 16. Nie mogę szlajać się po mieście, ponieważ mogę napotkać ojca w każdym miejscu. Praca kanara transportu miejskiego nie jest zła, ale dzięki temu jest szczęście w nieszczęściu, ponieważ mam darmowy bilet cało roczny i tata sprawdza czy jadę miejskim.
-Cześć! Dziś ledwo wstałam. Głowa napierdala ostro! Nie dość, że deszcz to dodatkowo słabe ciśnienie. Jak w takich warunkach studiować? - Michalina, kobieta sukcesu, bogini imprez, drinów oraz marudzenia. Na szczęście nie studiuje tego samego kierunku. Dziennikarka z krwi i kości, zmielonych w parówkę.
-Gdybyś tyle nie chlała w niedzielę, to wyglądałabyś jak człowiek. Według mnie przesadzasz! Piątek, sobota, niedziela - pijesz, szlajasz się po mieście.
-Wole tak spędzać czas niż marzyć i planować coś czego nigdy nie zrealizuję. - Marzę i planuję coś czego nigdy nie zrealizuję? Całkiem możliwe, ale właśnie taka jestem, o to cała ja! Marzycielka, która stawia sobie celę będące czystą abstrakcją. Przypisuję sobie karteczkę z napisem "romantyczna desperatka". Szukam miłości z najpiękniejszego kraju na świecie! Hiszpania, Barcelona, Sevilla... Tak, to mi się marzy. A na końcu tej ścieżki mężczyzna, który sprawi, że będę robić to co kocham. Chcę mężczyzny, który zrobi wszystko co wyczytałam z romansideł.
Codziennie wieczorem na karteczce samoprzylepnej pisze jedno z marzeń, które chciałabym żeby spełniło się. Lecz w głównym miejscu wisi "Wyjazd do Hiszpanii" , "Znalezienie miłości w Hiszpanii". Da się osiągnąć, lecz potrzeba pieniędzy, no i ukończenia tych cholernych studiów... Bo w innym przypadku rodzice nie pożyczą gotówki - chociażby na bilet i przenocowanie paru dni, aż nie znajdę tam pracy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz