Michalina jeszcze smacznie spała w swoim łóżku. Ja natomiast czułam się dość wypoczęta i rześka do działania. Muszę rozejrzeć się za jakąś pracą. W końcu chcę tu zostać na dłużej. Mogłam wcześniej zorientować się na internecie, pół problemu byłoby z głowy.
Przebrałam się w coś bardziej normalnego od wieczorowej sukienki i szpilek. Od samego rana smażyło słońce, więc założyłam mój ulubiony biały kombinezon, który odsłania plecy, ramiona oraz nogi. Jest bardzo wygodny, a na taką temperaturę jak dziś jest przygotowany.
Na nogi tradycyjnie moje ukochane sandałki.
Ruch dziś był spory. Jednak doszłam do wniosku, że bardziej trzeba uważać na rowerzystów niż na kierowców samochodów. U nas w Polsce również rowerzyści muszą się dostosować do obowiązujących przepisów. Tu natomiast każdy jeździł jak chciał. Nie zwracali kompletnie uwagi na pieszych. Wyciągnęłam swoją zakupioną wcześniej mapkę Walencji i kierowałam się według niej do centrum. Najlepiej w końcu zacząć poszukiwanie od centralnego miejsca.
Był tu ogrom sklepów oraz hoteli. Właściwie hotel na hotelu, gdzie na zmianę liczba gwiazdek wrastała o jeden i malała. Z zewnątrz wszystkie prezentowały się jak z najwyższej półki. I pewnie wiele nie różniły się od siebie, ale to już nie moja bajka i interes, żeby to oceniać. Weszłam do paru biutików, niestety żadna z pań nie poszukiwała pracownicy, a zwłaszcza takiej, która nie zna hiszpańskiego. Było mi przykro, bo w Krakowie w wielu odzieżowych sklepach czy biutikach pracują zagraniczne dziewczyny. Jakoś nikt się nie przejmuję, że nie znają polskiego. To właściwie my mamy problem, że nie znamy angielskiego, aby dogadać się z nimi. Byłam już tak zrezygnowana tym ciągłym "nie dziękujemy", że zaczynałam krzywo patrzeć na to niby pełną optymizmu Hiszpanie. Tak mówią o tym kraju turyści. Nawet na ulotkach wszędzie widnieją napisy jaki to gościny i wesoły kraj. No więc dajcie mi to odczuć!
Miałam już wracać do domu i ogłosić się na internecie, uznając to za jedyne rozwiązanie w danym momencie. Nagle rzucił mi się w oczy spory wieżowiec.
-Główne biuro w zarządzie wymiany towarów między kontynentalnego, Bolardo. - Olśniło mnie, żeby wejść i spróbować. Nie liczyłam na sukces, ale wydaję mi się, że nie pogardzą osobą, która dobrze zna angielski. Zresztą ten budynek był tak ogromny, że może znajdzie się jedno miejsce dla takiej osóbki jaką jestem ja.
Wchodząc do budynku otworzyły się ogromne, przyciemnione szklane, drzwi. Automatycznie przeleciał chłód włączonej klimatyzacji, a zaraz za nią zapach męskich perfum. Odwróciłam się do tyłu myśląc, że ktoś za mną stoi, ale nie. To był zapach tego biurowca. Na początku był wielki hol, gdzie z lewej strony ciągnęła się długa recepcja. Po prawej była kawiarnia z ozdobnymi palmami i niezwykle pachnącą roślinnością. Na przeciwko ogromne schody wijące się wężykiem do góry, a tuż przy nich winda, która była podzielona na 3 części. Latała w tą i z powrotem. Gdy to wszystko już dotarło do moich oczu, uznałam że chcę stąd wyjść. To nie miejsce dla mnie... Ale co mi szkodzi spróbować. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam przed siebie.
-Przepraszam. Kornelia Werszowska... - Nagle przerwała mi pani recepcjonistka.
-Ah tak. Proszę udać się windą lub schodami na 3 piętro tam czeka na panią lokaj. - Zostałam zaszokowana. Ktoś na mnie czeka? Czyżby wystąpiła jakaś pomyłka? A raczej na pewno. Ale skoro ktoś na mnie czeka to idę. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, a tutaj Rzym to szef.
Na 3 piętrze czekał mężczyzna wystrojony w elegancką koszulę oraz granatowe garniturowe spodnie. Jego buty aż lśniły, pewnie chodził w nich jakby były porcelanowe. Podeszłam bliżej i przywitałam się ponownie powtarzając swoje imię i nazwisko. Młody chłopak bez żadnego protestu, ani jakichkolwiek pytań kazał mi iść za nim.
Przyprowadził nas pod spore i solidne drzwi z napisem ,,Denise Bolardo". Troszkę się zlękłam, ponieważ ten sam napis - Bolardo - widniał na nazwie firmy. Zaczynałam panikować i chciałam wytłumaczyć temu tak zwanemu lokajowi, że chciałam tylko spytać o pracę i nie jestem nikim ważnym. Nastąpiła pomyłka - ale on dokładnie w tym momencie otworzył drzwi i powiedział coś osobie, która była w środku. Po 3 sekundach wrócił do mnie i przekazał, że za minutkę będę mogła wejść. Nogi i ręce trzęsły mi się jak galareta. Zastanawiałam się co mam powiedzieć, skoro... I w tę lokaj otworzył mi drzwi i kazał wejść.
To pomieszczenie było równie ogromne jak cały ten budynek. Wszystko oszklone. Przez chwilę przeszła mi myśl, że ten gościu bardzo lubi szkło, albo ma drugą firmę, która robi każdy jeden mebel w szkle. Siedział przy biurku pisząc coś w papierach. To biurko i on to niczym jedna myszka w dużym kościele.
-Proszę bliżej panno Kornell! - Zawołał. Jednak tu znalazłam haczyk. Pani na recepcji źle zrozumiała moje imię. Zresztą brzmienie podobne. Podeszłam bliżej praktycznie tuż pod biurko i czekałam aż podniesie wzrok na mnie. Był ubrany w garnitur o kolorze wyblakłego niebieskiego. Na oczach miał okulary o dużej oprawce. Co również nie umknęło mojemu wzrokowi to srebrny pierścień na jego lewej dłoni. Jednak to na pewno nie była oznaka małżeństwa - bardziej powiedziałabym, że znak milionera. Kiedy uniósł głowę, ujrzałam tą samą twarz co dziś rano. To był ten chłopak u którego nocowałam.
-O matko! - Powiedziałam po polsku. On równie spojrzał na mnie z zaskoczeniem i zmrużył oczy na moje polskie słownictwo.
-Co powiedziałaś? - Spytał, rozluźniając mięśnie twarzy.
-Przepraszam, to jakaś pomyłka. Ja już wyjdę. - Odwróciłam się i kierowałam w stronę drzwi, kiedy kazał zatrzymać się i poczekać.
-Ależ panno Kornell, to co wydarzyło się wczoraj to jedno, a sprawy biznesowe to odrębna sprawa. Proszę nie czuć się głupio tylko usiąść i porozmawiać. - Sposób jego doboru słów i ton onieśmielał mnie. Jeszcze takiego mężczyzny w swoim życiu nie spotkałam. Odwróciłam się do niego ponownie.
-Nie jestem Kornell, tylko Korne... - W pół zdania ktoś zapukał i wszedł do środka, a moje oczy i oczy biznesmena skierowały się w stronę drzwi. Wszedł kolejny młody mężczyzna z dwoma kartkami. Chciał jedynie podpis szefa. Mówili do siebie coś po hiszpańsku, głupio śmiejąc się. Nie wiem czy ze mnie, a może któryś z nich opowiedział na szybko dowcip.
Chłopak wyszedł i przeprosił tym razem po angielsku.
-No więc panno Kornell, zastanawiałem się nad pani projektem i uważam, że jest bardzo mądrze przemyślany. Ma pani świetny zmysł użytkowy to może sprzedać się w najbogatszych krajach. Myślałem nad Stambułem. - O czym on do mnie mówi !?
-Panie Bolardo! Nastała pomyłka. Ja chciałam spytać tylko o pracę... - Spojrzał ze zdziwieniem, a po chwili lekko uśmiechnął się i potaknął.
-Chciałaby pani u mnie pracować? Cóż zaskoczyło mnie to troszkę, ale podoba mi się ten pomysł. - Nie rozumiałam już nic. Wczoraj widział mnie totalnie pijaną i spałam u niego w domu. Przywiózł mnie gdzie podczas drogi nie odzywał się totalnie. Teraz zobaczył mnie u siebie w firmie i odzywa się jakbym była stałym bywalcem tego biura. Chcę pracę i jeszcze go nawet o to nie poprosiłam tylko wyjaśniłam, a ten bez problemu chcę mnie przyjąć. To jakiś absurd!
-Proszę przyjść jutro o 11 tuż przed południem do mnie. Tylko jedyną uwagę jaką chciałby zawrzeć w tej rozmowie, to fakt ubioru. Bardzo ładnie pani wygląda, lecz u nas trzeba zachować powagę i stosowny ubiór. Jeśli nie ma pani białych bądź błękitnych koszul oraz spódnic za kolano proszę zgłosić się do recepcji tam znajdą dla pani odpowiednie rzeczy. - I co ja mam teraz zrobić? Ma mnie za kogoś innego, oferuję pracę i strój. Tu na pewno zarabia się sporo kasy. Lecz jakiś głos w głowie mówi mi abym wzięła tą fuchę. Jeśli chcę spełnić swoje marzenie, nie mam wyjścia.
Chciałam jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju i porozmawiać na ten temat z Michaliną. Chcę znać jej opinie, to na pewno mi pomoże. Kiedy zamknęłam drzwi pierwsze co obiło mi się o uszy to dziwne odgłosy dochodzące z łazienki. Okazało się, że Michalina zwraca wczorajsze jedzenie i alkohol. Chociaż jedna impreza zakończyła się identycznie. Spięłam jej długie i piękne blond włosy w luźny kucyk i poszłam zaparzyć mięty. To na pewno jej pomoże. Michalina była w opłakanym stanie. Cała blada, rozmazany wczorajszy makijaż, podarta spódniczka.
-Co Ty wczoraj robiłaś? - Spytałam spoglądając na rozdarte ciuchy. Dziewczyna spojrzała na mniej z poirytowaniem i machnęła ręką na znak, że nie ma sił, aby rozmawiać o tym.
Ogarnęłam jej łóżko i przykryłam biedaczkę kocem. Spojrzałam na zegarek dochodziła 15. Planów żadnych nie miałam, ponieważ moja rówieśniczka potrzebowała dnia odpoczynku od wszelkich wrażeń. Chwyciłam książkę i wciągnęłam się w czytanie kolejnych rozdziałów. Niestety co jakiś czas moje skupienie przerywały myśli związane z pewnym chłopakiem. Pierwszy raz tak miałam, że nie potrafiłam uwolnić się od rozmyśleń na temat kogoś. Zawsze byłam przesiąknięta nauką i problemami rodzinnymi. Albo piękne miłosne historię z książek chodziły mi po głowie. Teraz nawet w głównym bohaterze widzę przystojnego bruneta z okularami na nosie. Nie dawało mi to spokoju i chwyciłam telefon do ręki. Wpisałam nazwisko Bolardo aby znaleźć go w internecie. Wyskoczyło logo firmy, zdjęcia budynku oraz pełno zdjęć tego o to mężczyzny z różnorakimi dyplomami. Przybliżałam zdjęcia i starałam się przeczytać co na tych dyplomach pisze. Okazało się, że Bolardo jest jednym z najlepszych pracodawców oraz producentów w Europie. Jego dyplomy nosiły głównie napis ,,najlepszy". Zaczęło mnie zastanawiać jak taki młody chłopak, który mógłby być w moim wieku, osiągnął taki sukces. W rozmyśleniach przerwała mi Miśka.
- Nawet nie zauważyłam kiedy wczoraj wyszłaś?
- Sama tego nie zdążyłam pojąć. - Uśmiechnęłam się sama do siebie. - Poczułam się źle po tych drinkach i postanowiłam wrócić. - Teraz czekałam tylko na słowa, że ,,jak to? przecież wróciłam do pokoju i Ciebie nie było". Ale na szczęście blondyna była zbyt pijana, żeby chociaż zauważyć taki istotny fakt.
- Wczoraj bawiłam się z takim zajebistym facetem, że normalnie ślinię się na samą myśl o nim. Miał na imię Eryk. Był starszy, ale to nie jest ważne. Był boski!
- Ile starszy? - Zaciekawiła mnie.
- Miał 32 lata. - Dodała. Jednocześnie zmiotła mnie z fotela. Jak można gustować w facecie, który jest o 12 lat starszy. Szybko zrobiłam jej reprymendę niczym biologiczna matka i zakomunikowałam, żeby był to ostatni raz. Chociaż jestem tylko przyjaciółką, nie chcę aby cierpiała. A facetom w tym wieku chodzi tylko jedno po głowie. Dodatkowo oni doskonale wiedzą, że takie dziewczyny jak my to najłatwiejszy łup. A gdyby był to gwałciciel lub jeden z gangu, którzy handlują takimi młodymi dziewczynami? Michalina spojrzała na mnie jak na wariatkę dodając, że jestem gorsza od jej matki. Fajnie, że pouczam swoją przyjaciółkę, a sama nie zachowałam się prawidłowo. Nawet gorzej niż przyjaciółka, bo spałam z obcym mężczyzną w łóżku i upiłam się do nieprzytomności. Michalina chociaż wróciła do hotelu - sama. Byłam poirytowana całym tym dzisiejszym dniem, chwyciłam torebkę i wyszłam na miasto. Z tego wszystkiego nawet nie miałam czasu żeby pomyśleć o jedzeniu.
Weszłam do restauracji o nazwie ,,Bala". Piękne miejsce, całe oświetlone tysiącami lampeczek. Dominowało drewno oraz roślinność. Na środku stoliki były pod gołym niebem, a tuż obok zrobione z kamienia źródełko, które uspakajało szumem wody. Zamówiłam polecaną zupę szefa i rozkoszowałam się tym miejscem. Wyjęłam swój notes i postanowiłam opisać to miejsce, aby później w przyszłości miło było wspomnieć ten czas. Jednocześnie wpadłam na pomysł, żeby spróbować swoich sił i napisać swoją osobistą, pierwszą książkę. Taka moja hiszpańska przygoda w roli bohaterki, która nie istnieje i istnieć nie będzie. Troszkę wzorowana na mojej osobie oraz przeżyciach. W przyszłości jak otworze ten notes przypomnę sobie każdy szczegół. Wzorowane na pięknym wątku z Titanica, kiedy już stara Rose przypomina sobie chwilę przeżyte na statku. A najpiękniejsze jest to, że każdy szczegół został jej wyłącznie w sercu.










