sobota, 17 grudnia 2016

Rozdział 5 ,,Pomyłka"





 Michalina jeszcze smacznie spała w swoim łóżku. Ja natomiast czułam się dość wypoczęta i rześka do działania. Muszę rozejrzeć się za jakąś pracą. W końcu chcę tu zostać na dłużej. Mogłam wcześniej zorientować się na internecie, pół problemu byłoby z głowy.
   Przebrałam się w coś bardziej normalnego od wieczorowej sukienki i szpilek. Od samego rana smażyło słońce, więc założyłam mój ulubiony biały kombinezon, który odsłania plecy, ramiona oraz nogi. Jest bardzo wygodny, a na taką temperaturę jak dziś jest przygotowany. 








Na nogi tradycyjnie moje ukochane sandałki.
  Ruch dziś był spory. Jednak doszłam do wniosku, że bardziej trzeba uważać na rowerzystów niż na kierowców samochodów. U nas w Polsce również rowerzyści muszą się dostosować do obowiązujących przepisów. Tu natomiast każdy jeździł jak chciał. Nie zwracali kompletnie uwagi na pieszych. Wyciągnęłam swoją zakupioną wcześniej mapkę Walencji i kierowałam się według niej do centrum. Najlepiej w końcu zacząć poszukiwanie od centralnego miejsca.
  Był tu ogrom sklepów oraz hoteli. Właściwie hotel na hotelu, gdzie na zmianę liczba gwiazdek wrastała o jeden i malała. Z zewnątrz wszystkie prezentowały się jak z najwyższej półki. I pewnie wiele nie różniły się od siebie, ale to już nie moja bajka i interes, żeby to oceniać. Weszłam do paru biutików, niestety żadna z pań nie poszukiwała pracownicy, a zwłaszcza takiej, która nie zna hiszpańskiego. Było mi przykro, bo w Krakowie w wielu odzieżowych sklepach czy biutikach pracują zagraniczne dziewczyny. Jakoś nikt się nie przejmuję, że nie znają polskiego. To właściwie my mamy problem, że nie znamy angielskiego, aby dogadać się z nimi. Byłam już tak zrezygnowana tym ciągłym "nie dziękujemy", że zaczynałam krzywo patrzeć na to niby pełną optymizmu Hiszpanie. Tak mówią o tym kraju turyści. Nawet na ulotkach wszędzie widnieją napisy jaki to gościny i wesoły kraj. No więc dajcie mi to odczuć!
  Miałam już wracać do domu i ogłosić się na internecie, uznając to za jedyne rozwiązanie w danym momencie. Nagle rzucił mi się w oczy spory wieżowiec.
  -Główne biuro w zarządzie wymiany towarów między kontynentalnego, Bolardo. - Olśniło mnie, żeby wejść i spróbować. Nie liczyłam na sukces, ale wydaję mi się, że nie pogardzą osobą, która dobrze zna angielski. Zresztą ten budynek był tak ogromny, że może znajdzie się jedno miejsce dla takiej osóbki jaką jestem ja.
  Wchodząc do budynku otworzyły się ogromne, przyciemnione szklane, drzwi. Automatycznie przeleciał chłód włączonej klimatyzacji, a zaraz za nią zapach męskich perfum. Odwróciłam się do tyłu myśląc, że ktoś za mną stoi, ale nie. To był zapach tego biurowca. Na początku był wielki hol, gdzie z lewej strony ciągnęła się długa recepcja. Po prawej była kawiarnia z ozdobnymi palmami i niezwykle pachnącą roślinnością. Na przeciwko ogromne schody wijące się wężykiem do góry, a tuż przy nich winda, która była podzielona na 3 części. Latała w tą i z powrotem. Gdy to wszystko już dotarło do moich oczu, uznałam że chcę stąd wyjść. To nie miejsce dla mnie... Ale co mi szkodzi spróbować. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam przed siebie.
  -Przepraszam. Kornelia Werszowska... - Nagle przerwała mi pani recepcjonistka.
  -Ah tak. Proszę udać się windą lub schodami na 3 piętro tam czeka na panią lokaj. - Zostałam zaszokowana. Ktoś na mnie czeka? Czyżby wystąpiła jakaś pomyłka? A raczej na pewno. Ale skoro ktoś na mnie czeka to idę. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, a tutaj Rzym to szef.
   Na 3 piętrze czekał mężczyzna wystrojony w elegancką koszulę oraz granatowe garniturowe spodnie. Jego buty aż lśniły, pewnie chodził w nich jakby były porcelanowe. Podeszłam bliżej i przywitałam się ponownie powtarzając swoje imię i nazwisko. Młody chłopak bez żadnego protestu, ani jakichkolwiek pytań kazał mi iść za nim.
  Przyprowadził nas pod spore i solidne drzwi z napisem ,,Denise Bolardo". Troszkę się zlękłam, ponieważ ten sam napis - Bolardo - widniał na nazwie firmy. Zaczynałam panikować i chciałam wytłumaczyć temu tak zwanemu lokajowi, że chciałam tylko spytać o pracę i nie jestem nikim ważnym. Nastąpiła pomyłka -  ale on dokładnie w tym momencie otworzył drzwi i powiedział coś osobie, która była w środku. Po 3 sekundach wrócił do mnie i przekazał, że za minutkę będę mogła wejść. Nogi i ręce trzęsły mi się jak galareta. Zastanawiałam się co mam powiedzieć, skoro... I w tę lokaj otworzył mi drzwi i kazał wejść.
  To pomieszczenie było równie ogromne jak cały ten budynek. Wszystko oszklone. Przez chwilę przeszła mi myśl, że ten gościu bardzo lubi szkło, albo ma drugą firmę, która robi każdy jeden mebel w szkle. Siedział przy biurku pisząc coś w papierach. To biurko i on to niczym jedna myszka w dużym kościele.
  -Proszę bliżej panno Kornell! - Zawołał. Jednak tu znalazłam haczyk. Pani na recepcji źle zrozumiała moje imię. Zresztą brzmienie podobne. Podeszłam bliżej praktycznie tuż pod biurko i czekałam aż podniesie wzrok na mnie. Był ubrany w garnitur o kolorze wyblakłego niebieskiego. Na oczach miał okulary o dużej oprawce. Co również nie umknęło mojemu wzrokowi to srebrny pierścień na jego lewej dłoni. Jednak to na pewno nie była oznaka małżeństwa - bardziej powiedziałabym, że znak milionera. Kiedy uniósł głowę, ujrzałam tą samą twarz co dziś rano. To był ten chłopak u którego nocowałam.
  -O matko! - Powiedziałam po polsku. On równie spojrzał na mnie z zaskoczeniem i zmrużył oczy na moje polskie słownictwo.
  -Co powiedziałaś? - Spytał, rozluźniając mięśnie twarzy.
  -Przepraszam, to jakaś pomyłka. Ja już wyjdę. - Odwróciłam się i kierowałam w stronę drzwi, kiedy kazał zatrzymać się i poczekać.
  -Ależ panno Kornell, to co wydarzyło się wczoraj to jedno, a sprawy biznesowe to odrębna sprawa. Proszę nie czuć się głupio tylko usiąść i porozmawiać. - Sposób jego doboru słów i ton onieśmielał mnie. Jeszcze takiego mężczyzny w swoim życiu nie spotkałam. Odwróciłam się do niego ponownie.
  -Nie jestem Kornell, tylko Korne... - W pół zdania ktoś zapukał i wszedł do środka, a moje oczy i oczy biznesmena skierowały się w stronę drzwi. Wszedł kolejny młody mężczyzna z dwoma kartkami. Chciał jedynie podpis szefa. Mówili do siebie coś po hiszpańsku, głupio śmiejąc się. Nie wiem czy ze mnie, a może któryś z nich opowiedział na szybko dowcip.
  Chłopak wyszedł i przeprosił tym razem po angielsku.
  -No więc panno Kornell, zastanawiałem się nad pani projektem i uważam, że jest bardzo mądrze przemyślany. Ma pani świetny zmysł użytkowy to może sprzedać się w najbogatszych krajach. Myślałem nad Stambułem. - O czym on do mnie mówi !?
  -Panie Bolardo! Nastała pomyłka. Ja chciałam spytać tylko o pracę... - Spojrzał ze zdziwieniem, a po chwili lekko uśmiechnął się i potaknął.
  -Chciałaby pani u mnie pracować? Cóż zaskoczyło mnie to troszkę, ale podoba mi się ten pomysł. - Nie rozumiałam już nic. Wczoraj widział mnie totalnie pijaną i spałam u niego w domu. Przywiózł mnie gdzie podczas drogi nie odzywał się totalnie. Teraz zobaczył mnie u siebie w firmie i odzywa się jakbym była stałym bywalcem tego biura. Chcę pracę i jeszcze go nawet o to nie poprosiłam tylko wyjaśniłam, a ten bez problemu chcę mnie przyjąć. To jakiś absurd!
  -Proszę przyjść jutro o 11 tuż przed południem do mnie. Tylko jedyną uwagę jaką chciałby zawrzeć w tej rozmowie, to fakt ubioru. Bardzo ładnie pani wygląda, lecz u nas trzeba zachować powagę i stosowny ubiór. Jeśli nie ma pani białych bądź błękitnych koszul oraz spódnic za kolano proszę zgłosić się do recepcji tam znajdą dla pani odpowiednie rzeczy. - I co ja mam teraz zrobić? Ma mnie za kogoś innego, oferuję pracę i strój. Tu na pewno zarabia się sporo kasy. Lecz jakiś głos w głowie mówi mi abym wzięła tą fuchę. Jeśli chcę spełnić swoje marzenie, nie mam wyjścia.

  Chciałam jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju i porozmawiać na ten temat z Michaliną. Chcę znać jej opinie, to na pewno mi pomoże. Kiedy zamknęłam drzwi pierwsze co obiło mi się o uszy to dziwne odgłosy dochodzące z łazienki. Okazało się, że Michalina zwraca wczorajsze jedzenie i alkohol. Chociaż jedna impreza zakończyła się identycznie. Spięłam jej długie i piękne blond włosy w luźny kucyk i poszłam zaparzyć mięty. To na pewno jej pomoże. Michalina była w opłakanym stanie. Cała blada, rozmazany wczorajszy makijaż, podarta spódniczka.
-Co Ty wczoraj robiłaś? - Spytałam spoglądając na rozdarte ciuchy. Dziewczyna spojrzała na mniej z poirytowaniem i machnęła ręką na znak, że nie ma sił, aby rozmawiać o tym.
Ogarnęłam jej łóżko i przykryłam biedaczkę kocem. Spojrzałam na zegarek dochodziła 15. Planów żadnych nie miałam, ponieważ moja rówieśniczka potrzebowała dnia odpoczynku od wszelkich wrażeń. Chwyciłam książkę i wciągnęłam się w czytanie kolejnych rozdziałów. Niestety co jakiś czas moje skupienie przerywały myśli związane z pewnym chłopakiem. Pierwszy raz tak miałam, że nie potrafiłam uwolnić się od rozmyśleń na temat kogoś. Zawsze byłam przesiąknięta nauką i problemami rodzinnymi. Albo piękne miłosne historię z książek chodziły mi po głowie. Teraz nawet w głównym bohaterze widzę przystojnego bruneta z okularami na nosie. Nie dawało mi to spokoju i chwyciłam telefon do ręki. Wpisałam nazwisko Bolardo aby znaleźć go w internecie. Wyskoczyło logo firmy, zdjęcia budynku oraz pełno zdjęć tego o to mężczyzny z różnorakimi dyplomami. Przybliżałam zdjęcia i starałam się przeczytać co na tych dyplomach pisze. Okazało się, że Bolardo jest jednym z najlepszych pracodawców oraz producentów w Europie. Jego dyplomy nosiły głównie napis ,,najlepszy". Zaczęło mnie zastanawiać jak taki młody chłopak, który mógłby być w moim wieku, osiągnął taki sukces. W rozmyśleniach przerwała mi Miśka.
- Nawet nie zauważyłam kiedy wczoraj wyszłaś?
- Sama tego nie zdążyłam pojąć. - Uśmiechnęłam się sama do siebie. - Poczułam się źle po tych drinkach i postanowiłam wrócić. - Teraz czekałam tylko na słowa, że ,,jak to? przecież wróciłam do pokoju i Ciebie nie było". Ale na szczęście blondyna była zbyt pijana, żeby chociaż zauważyć taki istotny fakt.
- Wczoraj bawiłam się z takim zajebistym facetem, że normalnie ślinię się na samą myśl o nim. Miał na imię Eryk. Był starszy, ale to nie jest ważne. Był boski!
- Ile starszy? - Zaciekawiła mnie.
- Miał 32 lata. - Dodała. Jednocześnie zmiotła mnie z fotela. Jak można gustować w facecie, który jest o 12 lat starszy. Szybko zrobiłam jej reprymendę niczym biologiczna matka i zakomunikowałam, żeby był to ostatni raz. Chociaż jestem tylko przyjaciółką, nie chcę aby cierpiała. A facetom w tym wieku chodzi tylko jedno po głowie. Dodatkowo oni doskonale wiedzą, że takie dziewczyny jak my to najłatwiejszy łup. A gdyby był to gwałciciel lub jeden z gangu, którzy handlują takimi młodymi dziewczynami? Michalina spojrzała na mnie jak na wariatkę dodając, że jestem gorsza od jej matki. Fajnie, że pouczam swoją przyjaciółkę, a sama nie zachowałam się prawidłowo. Nawet gorzej niż przyjaciółka, bo spałam z obcym mężczyzną w łóżku i upiłam się do nieprzytomności. Michalina chociaż wróciła do hotelu - sama. Byłam poirytowana całym tym dzisiejszym dniem, chwyciłam torebkę i wyszłam na miasto. Z tego wszystkiego nawet nie miałam czasu żeby pomyśleć o jedzeniu.
  Weszłam do restauracji o nazwie ,,Bala". Piękne miejsce, całe oświetlone tysiącami lampeczek. Dominowało drewno oraz roślinność. Na środku stoliki były pod gołym niebem, a tuż obok zrobione z kamienia źródełko, które uspakajało szumem wody. Zamówiłam polecaną zupę szefa i rozkoszowałam się tym miejscem. Wyjęłam swój notes i postanowiłam opisać to miejsce, aby później w przyszłości miło było wspomnieć ten czas. Jednocześnie wpadłam na pomysł, żeby spróbować swoich sił i napisać swoją osobistą, pierwszą książkę. Taka moja hiszpańska przygoda w roli bohaterki, która nie istnieje i istnieć nie będzie. Troszkę wzorowana na mojej osobie oraz przeżyciach. W przyszłości jak otworze ten notes przypomnę sobie każdy szczegół. Wzorowane na  pięknym wątku z Titanica, kiedy już stara Rose przypomina sobie chwilę przeżyte na statku. A najpiękniejsze jest to, że każdy szczegół został jej wyłącznie w sercu.

wtorek, 2 sierpnia 2016

Rozdział 4 ,,Onieśmielająca nagość"




  Razem z Michą zwiedziłyśmy skrawek miasta. Jest zbyt duże, żeby w ciągu tygodnia odwiedzić każde zabytkowe miejsce. Dodatkowo muszę rozglądać się za pracą i noclegiem.
  Wróciłyśmy późnym popołudniem, a właściwie to już praktycznie wieczorem do hotelu. Byłam tak padnięta, że marzyłam o szybkiej kąpieli i o przeczytaniu kolejnego rozdziału nowego bestsellera, którego wypożyczyłam. Niestety Michalina wpadła na dość szalony pomysł, który niekoniecznie podpadł mi. Przyczyn było wiele...
  -Nie idę na żadną dyskotekę!
  -Chyba nie przyleciałaś do Hiszpanii tylko po to, żeby zwiedzać stare mury! Dziewczyno ile Ty masz lat? - Z niedowierzaniem mówiła blond włosa. - Mogłabyś chociaż odwdzięczyć się za pożyczoną kasę. - I tym jednocześnie wpłynęła na moją decyzję. Jednakże był jeden, ale za to podstawowy problem. Nie zabrałam ze sobą nic, co mogło nadawać się na jakąkolwiek zabawę. Wydaję mi się, że tu w Walencji dyskoteki wyglądają stanowczo inaczej niż w Polsce. Na szczęście lub nieszczęście – Michalina postanowiła pożyczyć mi sukienkę oraz buty na obcasie. Dostałam od niej dopasowaną do ciała czarną sukienkę z jednym ramieniem odkrytym. Po przeciwnej stronie od odkrytego ramienia na biodrze był wycięty skrawek materiału. Na szyje zarzuciła mi posrebrzany wisior oraz położyła przed nogi wiązane czarne szpilki z odkrytymi palcami. Kazała mi wyprostować włosy i nałożyć makijaż. Co nie zadowoliło mnie zbytnio, ponieważ nie czuję się komfortowo z makijażem na twarzy. Jednak nie chcę wyglądać jak odludek i dlatego zgodziłam się.

  Gdy spojrzałam w lustro, sama własnym oczom nie wierzyłam. Nie poznałam tej rudowłosej dziewczyny, która wyglądała dość niegrzecznie, ale z klasą. Odbicie spowodowało, że chciałam jak najszybciej wyjść już na miasto i zaprezentować swoją drugą twarz. 
Michalina będąc tu już parę razy wiedziała gdzie są dobre imprezy. Ta dziewczyna imprezuję od 15 roku życia. Co prawda twierdzi, że tam dokąd szłyśmy, jeszcze nie była – ponieważ nie wpuścili jej.
  Klub wyglądał dosyć elegancko. A kolejka do niego była wystarczająco długa. Gdy zaczęłam przyglądać się z boku młodym ludziom, podziękowałam Miśce, że ubrała mnie tak a nie inaczej. Każda dziewczyna była ubrana w ciuchach praktycznie z najdroższych sklepów. Makijaże na twarzach tworzyły całość ze strojem, a jednocześnie podkreślały urodę. Natomiast mężczyźni, każdy jeden bez wyjątków, ubrani w koszulę oraz elegancki dół. Przez chwilę zadrżałam.
  -Przecież w tym klubie bawią się sami bogaci ludzie! Popatrz tylko na tych chłopaków. - Skierowałam słowa do przyjaciółki.
  -Dlatego chciałam tu przyjść. Jak szaleć to szaleć. - Zaśmiała się. - Wakacyjną przygodę chcę przeżyć z godnym tego gentlemen 'em.
  -Co Ty chcesz zrobić, Michalina!? - Ona jedynie spojrzała na mnie z iskierką w oczach i podniosła dłoń do góry na znak zbliżającej się muzyki. Stwierdziła, że jestem zbyt drętwa i jak tylko wejdziemy do środka, muszę napić się alkoholu. Szczerze mówią, nie przepadam za piciem alkoholu. Przez niego są same problemy, a wole wszystko pamiętać z zabawy.
  Środek klubu zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Ludzi tam było setki. A wystrój i muzyka idealnie odzwierciedlała najlepsze kluby na świecie. Każdy w ręku trzymał drinki albo whisky. To nie Polska, gdzie smukłe szklanki zastępuje mały kieliszek z samą wódką. Miałam i ja! Mój pierwszy drink od dawien dawna. Był tak kolorowy, że posiadał więcej barw od tęczy. W smaku również był całkiem niezły. Nawet powiedziałabym, że pyszny.
  Alkohol działa na mnie bardzo energicznie, bo od razu zaczęłam dreptać w miejscu lekko kołysząc się. Michalina cały czas pokazywała, abym ruszała się nieco odważniej, bo według niej Pinokio lepiej tańczyłby.
Pierwszy raz czułam ogrom wzroku mężczyzn na sobie. Z niektórymi był kontakt wzrokowy, który przyciągał ich jak magnes. Jednak w rezultacie z żadnym nie zatańczyłam dłużej niż minutę. Macanie nie jest mi przyjemnie, zwłaszcza gdy robi to jakiś obcy chłopak.
  Zmęczyła mnie taka zabawa, dlatego podeszłam do baru i piłam tak drink za drinkiem. Na początku wydawało się, że alkohol średnio na mnie działa. Niestety z każdym kolejnym drinkiem było ze mną coraz gorzej. W duchu tego nie odczuwałam, ale fizycznie było to widać. Nagle poczułam jak zlatuje po ściance baru, gdy ktoś złapał mnie przed ostatecznym upadkiem na brudną podłogę.
-Todo bien? – Był to męski głos, który wypowiedział coś po hiszpańsku. Podnosząc się i obracając w stronę wybawiciela chciałam przeprosić, ale przycięło mi język na widok nie chłopca, a mężczyzny.
-Przepraszam, nic mi nie... - Miał ciemne, stylowo ścięte włosy oraz modne okulary na nosie. Ubrany był w dopasowaną czarną koszulę z równie czarnymi spodniami, które dzielił skórzany brązowy pas. Na ręce widniał duży złoty zegarek. Wyglądał niesamowicie elegancko, do tego przystojnie.
- No beber tanto alcohol. – Chłopak ponownie powiedział coś w języku hiszpańskim, czego nie rozumiałam.
-Umiesz mówić po angielsku? - Gentlemen uśmiechnął się i potaknął. -Nie znam hiszpańskiego. Możemy rozmawiać po angielsku? - Mówiłam to dość powoli i głośno ze względu na muzykę, która waliła mi w uszach oraz z racji bariery językowej.
-Oczywiście nie ma problemu. - Odrzekł szybkim, ale za to płynnym angielskim. -Wcześniej powiedziałem, żebyś nie piła tyle alkoholu. - Uśmiechnął się tak słodko, że aż zmarszczył mu się nosek.
-Pierwszy raz zdarzyło mi się wypić tyle alkoholu. Właśnie wychodzę na zewnątrz, żeby przewietrzyć się, bo zaczyna mi się kręcić w głowie. - Chłopak przybliżył do mojego ucha swoją głowę i powiedział:
-Wiesz, że jak wyjdziesz stąd to już nie wejdziesz z powrotem. Musisz od nowa bilet kupić.
-Nie mam zamiaru wracać. Idę przejść się. - Z tego nadmiaru picia drinków, mówiłam głupoty. Kto o godzinie 2 w nocy idzie się przejść?
-Jeśli zechcesz mogę potowarzyszyć Ci. - Powiedział to z czystą uprzejmością. Poczułam, że chłopak nie narzuca się tylko grzecznie oznajmia, że mogę na niego liczyć. Spodobał mi się, więc uznałam "czemu nie?". Zgodziłam się z zasadą Michaliny, że jak cokolwiek to nie z byle kim. Ja może nie oczekiwałam i nawet nie chciałam tak zwane "cokolwiek", ale mógłby mnie chociaż odprowadzić do hotelu. Jedynie co to nie wiedziałam gdzie jest Michalina. Obie wypiłyśmy dużo, tyle że ja w przeciwieństwie do niej interesuję się jak ona wróci, niestety w drugą stronę to nie działa. Było tak w Polsce to i tu nic się nie zmieni. Dlatego odstawiłam drinka i kroczyłam prosto do wyjścia.
Dopiero na świeżym powietrzu poczułam co to znaczy kołowrotek. W momencie zrobiło mi się nie dobrze i zwymiotowałam przy najbliższym krzaku. Całe szczęście, że nie stała tu żadna kolejka do wejścia, ponieważ ludzie mieliby niezły ubaw. Wizytówka Polski. Chłopak, którego poznałam w klubie, a tak naprawdę to jeszcze nie poznałam, przytrzymał mi włosy przed śmierdzącą kąpielą.
-Dziękuję. - Powiedziałam po zakończonym incydencie i próbowałam usiąść na ziemi, gdy on potrzymał mnie i odradził siadanie.
-Będziesz się gorzej czuła. Proponuje aby odwieźć Cię do domu. - Było mi tak niedobrze, że głowa cały czas zwisała mi w dół. A jego słowa mogły być mówione po hiszpańsku, bo i angielski stawał się niezrozumiały. - Coś mi się wydaję, że jednak nie dowiem się gdzie mieszkasz.

Nowo poznany mężczyzna wziął Kornelię na ręce i ruszył w kierunku swojego samochodu, który stał za rogiem. Chodził codziennie na siłownię, więc miał wystarczająco sił, aby uporać się z nietrzeźwym organizmem dziewczyny. Otworzył swojego luksusowego mercedesa i położył ją na tylne siedzenia samochodu. Ponieważ, nie miał pojęcia gdzie dziewczyna mieszka, pojechał do swojego mieszkania na obrzeżach miasta.  

  Obudziłam się wczesnym rankiem. Słońce próbowało wedrzeć się przez skrawki zasłon. Rozciągnęłam mocno barki i usiadłam na łóżku. Gdy nagle ujrzałam obok siebie śpiącego faceta. Szybko spojrzałam czy jestem naga - Na szczęście byłam w sukience, w której wczoraj poszłam bawić się. Początkowo miałam odruch na pisknięcie, jednak szybko wstałam i udałam się w poszukiwaniu wyjścia. Były dwoje drzwi. Wybrałam najpierw te po lewej stronie od łóżka. Okazały się ślepą uliczką, bo to była łazienka. Skorzystałam na tym i przejrzałam się w ogromnym lustrze wiszącym na przeciwko drzwi. Makijaż był w opłakanym stanie. Szybko zmazałam wszelkie odpryski i mazy, a resztę zostawiłam. Po cichu zamknęłam drzwi i pobiegłam do drugich. Te okazały się trafne. Ujrzałam korytarz, a zaraz na przeciw mnie schody w dół i ogromne drzwi wyjściowe.
  Wychodząc ujrzałam nieznajome tereny. To stanowczo nie było centrum. Dom rodziny przy domu, a właściwie willa przy willi. Tu z pewnością zamieszkiwali sami bogaci ludzie. Wyszłam trochę dalej, żeby rozejrzeć się i nie miałam pojęcia gdzie jestem. Mężczyzna miał spore podwórko i z pewnością sporo pieniędzy. Ogród był lepiej urządzony niż u nie jednego w środku mieszkanie. Usłyszałam mewy, a zaraz po nich szum wody. Gościu mieszkał idealnie nad Morzem Śródziemnym. Jego druga część podwórka zajmowała plaża i ogromny taras z barem i stolikami. Słońce dopiero zaczynało swą wędrówkę po niebie, pierwszy raz zdarzyło mi się widzieć tak cudowny widok. W dodatku ta bryza, która sprawiała, że człowiek od razu lepiej czuł się. Nie miałam za bardzo wyjścia, musiałam wrócić do willi. 
  Przed drzwiami do sypialni zaczęłam zastanawiać się nad wejściem czy lepiej byłoby poczekać aż sam obudzi się. Lecz głupio było mi chodzić po czyimś domu. Uchyliłam lekko masywne drzwi i zajrzałam na łóżko. Brunet dalej słodko spał nawet nie zmieniając pozycji.
 Weszłam trochę śmielej i usiadłam na przybitym do sufitu fotelu. Ogromne okna zasłaniały długie ciemno zielone zasłony. Wydawało mi się, że tuż za nimi chowały się drzwi prowadzące na balkon. Przyglądałam się wszystkiemu dość uważnie, ponieważ jeszcze w tak pięknym i bogato zdobionym miejscu nie byłam. Nagle usłyszałam piszczący budzik, który wibrował na stoliku nocnym gospodarza. Chłopak otworzył ciężko oczy i przesunął dotykowy przycisk na budziku. Odwrócił się w stronę, gdzie wcześniej leżałam i jednocześnie szybkim ruchem podniósł się.
  -Spokojnie, jestem tutaj. - Chłopak spojrzał się w moją stronę i słodko uśmiechnął. Taki widok chciałabym widzieć codziennie. Aż poczułam przyjemny ucisk w żołądku.
  -Buenos dias. Jak się czujesz? - Jego hiszpański poplątany z angielskim jest równie uroczy. 
  -Nie najgorzej. Mogę wiedzieć gdzie jestem? - Słodkość słodkością, ale póki co nie wiem z jakie paki tu jestem i w ogóle gdzie jestem. Po za faktem morza, które było po mojej lewej stronie, mogłam jedynie przypuszczać położenie geograficzne względem świata. Dokładne dane musiały zostać udzielone przez gospodarza, który o dziwo bardzo wczas wstaję. Była zaledwie 6 na zegarku. 
  -Przepraszam. Wczoraj strasznie upiłaś się i chciałem odwieźć Cię do domu, niestety albo stety usnęłaś. Nie pozostawiłbym Cię tam samej, więc postanowiłem że prześpisz się u mnie. - Szybko wytłumaczył się latynos. 
  -Miło z twojej strony. - Postarałam uśmiechnąć się w jego stronę na znak wdzięczności. Rzadko zdarza się taki facet, który nie wykorzysta, a pomoże. - A czy byłbyś jeszcze na tyle pomocny i odwiózłbyś mnie do mojego domu? - Chłopak potaknął i poszedł do łazienki. Gdy wstał i zrzucił z siebie kołdrę okazało się, że spał ze mną nago. O mało nie wyskoczyły mi oczy. Nie miał w sobie nawet grama zawstydzenia się. Po prostu wstał przytrzymał ręką swoje skarby i poszedł w kierunku łazienki. Złapałam się za twarz i nie dowierzałam. Przecież byliśmy sobie obcy? A może jednak coś zadziało się między nami? Jednak wątpię. - Sam stwierdził, że usnęłam już przed klubem. Gdy wrócił był owinięty w ręcznik wokół pasa. Podszedł do dużego lustra, które zastępowało ścianę i rozsunął je na dwie części. Okazało się, że w środku kryła się ogromna garderoba. Tam przebrał się w sportowe ubrania i wyszedł z powrotem do mnie. 
  -Nie wstydzisz się tak nago spać przy obcej osobie? - Nie mogłam dać mu odejść bez logicznego wyjaśnienia. 
  -Nie mam czego wstydzić się, po za tym tak lubię. I tak więcej nie zobaczymy się, więc wiele nie stracę. - Mówił to z taką powagą, a jednocześnie urokiem. - Idę pobiegać. Zaprowadzę Cię do kuchni i przygotujesz sobie coś do zjedzenia. Jak wrócę odwiozę Cię. - Jego angielski był naprawdę dobry, w dodatku wypowiadał się z taką dostojnością, jakbym był księciem. 
  Potaknęłam mu i ruszyłam za nim do kuchni. Jak można było się spodziewać, kuchnia była przeogromna. A wszystko w niej z pewnością bardzo drogie. Nawet lodówka działała na dotyk. Bałam się cokolwiek dotknął, żeby czasem nie zepsuć. Chłopak wyszedł z domu, a ja zerknęłam co zawiera ta cała luksusowa lodówka. Wiadomo, że wszystko. Aż sama zastanawiałam się co mam wybrać, bo gdyby to była moja lodówka, zjadłabym absolutnie wszystko. 
  Po godzinie siedzenia w kuchni, wrócił Hiszpan ze spoconą koszulką i lśniącym od potu ciałem. Miał umięśnione nogi oraz ramiona. Jednak nie wyglądał jak typowy koksu - Był idealny... Chwycił butelkę wody i poszedł w stronę drzwi, które były całe ze szkła. Tak naprawdę nie rozumiem ich bytu, ponieważ wszystko było przez nie widać. Jak się okazało tam był prysznic i ponownie widziałam go całego nagiego. Od stóp do głowy. Cała zaczerwieniłam się i odwróciłam w drogę stronę, żeby czasem tego nie zauważył. On natomiast w ogóle nie wzruszony tym, że obca dziewczyna siedzi u niego w kuchni, czeka i na dodatek widzi wszystko. Na szczęście kiedy wyszedł z prysznica, który znajdował się praktycznie w kuchni, był ubrany w szorty. Obok kuchni znajdowała się kolejna garderoba, w której wybrał szarą polówkę i na rękę założył zegarek. Przeczesał na szybko włosy i wyciągnął okulary.
  -Zjadłaś coś? Bo możemy jechać. - Wybił mnie z myślenia oraz wpatrywania się w jego ciało. 
  -Jaa... Jasne! - Kazał poczekać mi na zewnątrz, a on w tym czasie wyjedzie autem. Kiedy ujrzałam jego samochód, zastanawiałam się ile on zarabia, żeby utrzymać takie bydle. Najnowszy z najnowszych mercedesów, a tuż obok niego widziałam BMW w równie pięknej okazałości. Wyszedł i szarmancko otworzył mi drzwi. 
  Pojechaliśmy w kierunku centrum. Mniej więcej wytłumaczyłam mu gdzie znajduję się mój hotel. Przez całą drogę nie odzywaliśmy się praktycznie. Ja byłam zbyt oszołomiona tym co przeżyłam. Natomiast on wydaję się po prostu pewny swojego uroku, ale za to małomówny. 
  Niestety zaczynaliśmy trochę błądzić, bo nie pamiętałam nazwy ani hotelu ani ulicy, więc skłamałam, że mieszkam w miejscu, do którego dojeżdżaliśmy. Wysiadając jeszcze raz podziękowałam za wszystko i odeszłam. Jak wcześniej wydawał mi się słodki i dobrze wychowany, tak teraz zmieniłam zdanie. Nie dość, że nic nie mówił to nawet na koniec chociażby nie powiedział swojego imienia. Poczułam się totalnie zlana. Może to gej? Błyskawicznie odjechał i zniknął za najbliższym zakrętem w prawo. Poczułam żal, że nic więcej nie wyrosło z tej znajomości. Naprawdę spodobał mi się jak rzadko który chłopak. Z natury moja wybredność nie zna granic. Niestety okazał się typem nie dla mnie, a ja najwidoczniej nie dla niego. W końcu na co liczyła taka szara myszka jak ja w porównaniu do tygrysa jakim był on. Trafił najwidoczniej trudny charakter na swojego. Teraz pozostało mi tylko żałować, że nie spróbowałam zakolegować się. 

czwartek, 28 lipca 2016

Rozdział 3 - ,,Plan B"





  Patrzę, na te słówka hiszpańskie i pierwsze co przychodzi na myśl, to wesoła, płynąca jak rzeka, melodia. Ten język ma w sobie tyle radości, która przeszywa człowieka od środka. Dodatkowo dobija, patrząc na gruzy planu. Wewnętrznie jeszcze nie pogodziłam się z decyzją rodziców i w ogóle z odrzuceniem tego świetnego pomysłu. Byłabym sobą gdybym odpuściła, a chwilowo mam w sobie duszę buntowniczki, więc nie pozostało mi nic innego jak spróbować jeszcze raz. Nie wpuścili mnie drzwiami... Wejdę oknem!
Wpadłam na dość pozytywną myśl, która podniosła mnie jednocześnie na duchu. Od czego w końcu ma się przyjaciół? Właśnie do takich chwil w życiu jaką mam obecnie. Michalina pieniądze ma. Mała pożyczka nie zaszkodzi - Tak zwana "chwilówka".
  Biorę telefon i szukam tego pięknego imienia w kontaktach.
  -Michalina? Mam sprawę. Pilne, natychmiast masz pojawić się w Budzie! - Nawet nie dałam jej nic powiedzieć, po prostu rozłączyłam się i biegiem na pobliski przystanek.
  Wsiadając z tej całej euforii, zapomniałam odbić swój stały bilet, ale w końcu jestem w amoku buntu. Jadąc naszła mnie nowa, awaryjna myśl. Jeśli Michalina nie da rady pomóc mi w jakikolwiek sposób, lub jej pomoc będzie niewielka, mogę udać się do banku i wziąć pożyczkę. Jestem dorosła już od 2 lat, więc na luzie powinno udać się. A później będę się tylko martwić "co tu spakować?".
  Michalina już czekała na mnie pod barem. Podbiegłam do niej najszybciej jak potrafię. Akurat była w mieście dlatego nawet nie oddzwaniała, po prostu przyszła i czekała aż skrócę o co chodzi.
  -Potrzebuję kasy na wyjazd do Hiszpanii. Starzy nie chcą mi dać, a Ty jesteś jedyną osobą, która może mi pomóż. - Michalina popatrzała na mnie, zrobiła jedną wielką zdziwioną minę, popatrzała na zegarek i odpowiedziała.
  -Mamy godzinę na to, żeby wpaść do mnie na mieszkanie, zabrać od rodziców hajs i udać się jak najdalej od domu. - Jej słowa zabrzmiały co najmniej dziwnie, a najbardziej "zabrać od rodziców hajs i udać się jak najdalej od domu".
  -Czemu mamy uciekać z domu? - Dziewczyna tylko głośno zaśmiała się, chwyciła mnie za rękę i pobiegłyśmy w stronę jej bloków.
  Jej kamienica jest bardzo bogata i kunsztownie zagospodarowana. Nic dziwnego, że mieszkają tu sami nadziani ludzie. A właśnie taką była Michalina, co może nie do końca ona, a jej rodzice. Tata architekt, a mama ordynatorka w szpitalu w Częstochowie. Dziewczyna miała jednym słowem luz, ponieważ mama zjeżdżała wyłącznie na weekendy, a tata przez projekty przesiadywał 90% swojego czasu w gabinecie. Twierdzili jednak, że nie należy rozpuszczać swojej jedynej córki, dlatego nie miała dostępu do pieniędzy. Jedyną rzeczą, na którą jej pozwalali to na życie w swoim własnym tempie i robieniu co chce. Nie jest to takie fajne jak brzmi, ponieważ bez kasy nie można robić wszystkiego, a zazwyczaj było tak, że to co chciała robić - kosztowało. Cóż... Córeczka tatusia, to córeczka tatusia. On głupi wierzył jej bezgranicznie, a Michasia tylko to wykorzystywała. Znała miejsce ich rodzinnego sejfu, zerkała tam pewnie nie raz, ale na bezpieczną sumkę.
  Wchodząc do jej mieszkania, upewniła się, że nikogo nie ma. Najgorzej było wejść do gabinetu taty, bo lubił sobie pospać na swoich projektach. Na nasze szczęście dom był pusty, a Michalina ze swoimi złodziejskimi paluchami, perfekcyjnie wbiła hasło do sejfu z pieniędzmi. Zadygotałam, jednocześnie poczułam, że robię się momentalnie blada jak ściana. Wstrzymałam rękę przyjaciółki, zerkając jej prosto w oczy.
  -Co to znaczy, że mamy uciekać z domu? - Spytałam ponownie, ponieważ wcześniej nie usłyszałam odpowiedzi.
  -Podoba mi się plan. JEDZIEMY DO HISZPANII! - Zamurowało mnie. Opadły mi ręce do samej podłogi. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nawet zwykłe "aha" było trudno wydusić. Jak widać plan został nieco zmodyfikowany, ale na szczęście pozostał planem. Po dłuższej chwili uznałam, że teraz ma to sens. Z kimś raźniej, a z Michaliną takie spontany mogą wypalić.
  Udałyśmy się do mojego mieszkania, w pokoju zliczyłyśmy pieniądze ile udało się... Ukraść? Ale przecież, ja chciałam tylko pożyczyć, a później z czystym sumieniem oddać. Michalina jednak zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą i sama zdążyła w głowie ułożyć plan B. Okazało się, że ucieczka z mieszkania blondynki była konieczna, gdyż tata miał za parę minut wrócić z delegacji. A gdy jest w domu, często przypomina Michalinie, że nie może wchodzić do jego gabinetu - ma tam dużo ważnych dokumentów oraz projektów. Najbardziej zastanawiało mnie, co dziewczyna powie ojcu, gdy ten zorientuję się, że zniknęła taka duża sumie pieniędzy. Micha jednak zapewniła, że ojciec nie skapnie się, ponieważ codziennie dokłada tam taką sobą sumę, jak i nie większą. Opowiedziałam na szybko jak wygląda mój plan. Przyjaciółka nieco zmieniła go, ale tylko w lepszą stronę. Obie uznałyśmy, że dziś w nocy wylatujemy do Hiszpanii. Michalina w Walencji zna hotel, w którym często razem z rodzicami przebywali. Wpisała nazwę w internecie i szybkim ruchem napisała mail'a z prośbą rezerwacji. Teoretycznie bez wpłacenia od górnie zaliczki nie byłoby takiej możliwości, ale pisząc z e-mail'a ojca wszystko było prościutkie.
  Natomiast ja w tym czasie wzięłam walizkę i rozpoczęłam pakowanie. Nie lubię pakować się bez wcześniejszej listy "co mam zabrać", ale nie miałam teraz na to czasu. Nikt nie mógł wiedzieć o tym, że wyjeżdżamy. Jednym słowem wygląda to jak ucieczka. Spakowałam głównie sukienki oraz bluzki z koronką i odkrytymi ramionami. Hiszpania to bardzo pikantny kraj, gdzie temperatura 35 stopni to codzienność. W przeciwieństwie do Polski, a zwłaszcza Krakowa, którego charakteryzuję deszcz i szarość. Kapelusz mamy - obowiązkowo. Okulary przeciwsłoneczne i parę sandałków.
  -A szpilki i jakieś miniówy? - Wybiła mnie z rytmu pakowania Michalina.
  -Nie mam szpilek ani miniówek. - W przeciwieństwie do niej, ja nie chodziłam na dyskoteki. Za nic nie czułam takiej potrzeby, może dlatego że posiadam za wysokie wymagania co do miejsc, w których przebywam. Z tej też racji, w mało której knajpie jadam czy chociażby siedzę, ponieważ nie pasuję mi wnętrze czy kolor foteli. Mam trudny charakter jestem tego w pełni świadoma. Nic na to nie poradzę, jedynie "ten mężczyzna" może, ale aktualnie nie jest to możliwe.
  -Masz szczęście, że masz mnie! - Zaśmiała się dziewczyna - Ja wezmę ze sobą i pożyczę Ci, żebyś wyglądała jak człowiek, a nie klapki i sukienka za kolana. Ile ty masz lat? - Tak... Różniłyśmy się z Michaliną w diametralny sposób. Od charakteru do wyglądu po przez słowa mówione. Często słyszałam z jej ust, że jak znajdę faceta, to ona będzie pierwszą osobą, która mi pogratuluję. Tak szczerze, właśnie innej opcji nie widzę. Nie mam innych przyjaciół, a rodzice gdyby dowiedzieli się, że mam chłopaka w trakcie studiów, podcięliby mu gardło...
  Byłam już spakowana, jedynie do plecaka rzuciłam na szybko potrzebne dokumenty i książki, które mogą się przydać. Umówiłyśmy się, że spotkamy się przed placem taksówkarzy obok kina. Tam wsiądziemy w taksówkę i udamy się na lotnisko.
  Dochodziła 21 wieczorem. Rodzice robili to, co zazwyczaj o tej godzinie. Czyli tata leżał przed telewizorem, oglądając informacje z świata, co chwilę przysypiając. Natomiast mama siedziała przy stole w kuchni czytając gazety. Musiałam wymknąć się po cichu i szybkim krokiem udać się w umówione miejsce. Samolot miałyśmy o 1 w nocy, więc tak naprawdę wszystko będzie na styk. Nie mam czasu na długie rozmowy ze starszymi, bo wszystko mogę zawalić. Zeszłam do kuchni, udając, że biorę szklankę zimnego soku z lodówki i idę spać.
  -Kornelio! Czemu ty jesteś jeszcze ubrana w dżinsy i koszulkę? Idź spać! - Przewrażliwiona na punkcie godziny - matka.
  -Właśnie idę się wykąpać i do spania! Jutro muszę być na uczelni o 6 rano. - Podałam taką godzinę, o której rodzice dopiero się budzą. Aby nie podejrzewali i nie robili poszukiwań mojej osoby od rana.
  -Co tak wczas? Nigdy wcześniej nie zdarzało się, żebyś o takiej porze musiała już być na uczelni. - Dociekliwości mamy nie znała granic.
  -Jutro mamy naukę w plenerze. - Jednocześnie szybko dodałam, aby nie wypytywała zbyt długo o szczegóły. - Wiesz na budowli obok stadionu Krakowi. Musimy rozpocząć razem z budowlańcami. - Mama pokiwała głową, wracając do gazety. Cichym krokiem udałam się w stronę schodów, udając że po nich wchodzę. Chwyciłam walizkę i wyślizgnęłam się przez drzwi.
  Zostawiłam list z wiadomością dla rodziców w pokoju na biurku. Napisałam po krótsze, że mam do nich żal, dlatego sama postanowiłam zadbać o swój cel. Mają nie dzwonić na policje, bo nigdzie nie zaginęłam. Po prostu chciałam spędzić chociaż kawałek swojego życia tak, jak sobie to wymarzyłam. Dodałam iż czas mojego pobytu jest nie określony. Mam zamiar znaleźć pracę i pomieszkać trochę w słonecznej Hiszpanii. Zapewniłam, że pieniądze które mam, nie są od nich, więc po prostu mają czekać i nie dzwonić.
  Moja walizka była dość lekka, może dlatego, że sukienki które zabrałam są zwiewne i lekkie. Przystanęłam obok jednej z taksówek i wyszukiwałam w przechodniach Michaliny. Ta jednak trochę spóźniała się. Gdy nagle ujrzałam jak jej tata podjeżdża swoja wypasioną czarną bryką przed chodnik. W kieszeni poczułam wibrację mojego telefonu. Wyświetla się numer Michaliny.
  -Halo?
  -Wsiadaj do auta, jedziemy na lotnisko! - Już nic nie rozumiałam. Myślałam, że ona tak samo jak ja, musi kłamać, żeby wydostać się z domu i wyjechać na nieokreślony czas. Natomiast jej tata najwidoczniej o wszystkim wie. Otworzyłam tylne drzwi pasażera, większym ruchem wrzuciłam walizkę i usiadłam. Byłam nieco zdrętwiała, ponieważ nic nie rozumiałam.
  -Tata zaproponował, że podwiezie nas. Wiesz jak to jest z tymi taksówkami. Musiałybyśmy zapłacić z 200 zł za przejazd na lotnisko. - Mówiła tak na luzie, że czekałam jedynie na jakiekolwiek słowa jej taty. Jednak on nic nie mówił, tylko skoncentrował się na drodze. Chwyciłam z powrotem telefon do ręki i wysłałam sms'a Michalinie z treścią: ,,Twój tata o wszystkim wie? Nic nie rozumiem". Blondyna odczytała i po szybkim zerknięciu na tatę odpowiedziała.
  -Zabrałaś te książki, o które prosili profesorowie? Bo tak mi się przypomniało, że nie zabrałam ich. - Teraz dopiero dodarło do mnie, że jej kłamstwo polegało na innej wersji. Na szczęście odpowiedziałam dość płynnie i szybko aby nie wyglądało to sztucznie.
  Na lotnisku byłyśmy troszkę po 23 w nocy. Tata Michaliny wyściskał ją, a w moją stronę przesłał parę buziaków z ręki. Tak naprawdę to tata Michaliny jest bardzo dobrym ojcem. Co prawda zapracowany i często na pewno zmęczony, ale traktuje swoją córkę z należytym szacunkiem. Mój tata bankowo nie pożegnałby się w taki sposób ze mną. Nawet nie przypominam sobie, kiedy ostatnio przytulił mnie. Kiedy żyje sobie w normalnym tępię, absolutnie nie przeszkadza mi to. Jednak gdy widzę takie sytuację jak chociażby ta, serce lekko boli, a łezka w oku kręci się. Nigdy nie miałam dobrego kontaktu z tatą, chociaż jestem jedynym jego dzieckiem. To najzwyczajniej zależy od charakteru. Można wywnioskować, że mój tok myślenia i postępowania jest identyczny jak ojca. Jednocześnie ja mogłabym podejść do niego i przytulić, ale moje zasady nie pozwalają na takie czyny.
  Kiwnęłam ręką na pożegnanie z ojcem przyjaciółki i szybkim krokiem poszłyśmy na lotnisko. Jeszcze nigdy nie leciałam samolotem, więc będzie to podwójna przygoda oraz przeżycie. Najgorsze jest to stanie w kolejce i czekanie na przejście w bramce oraz odbiór bagażu. Gdyby tak więcej ludzi wylatywało o tej godzinie, wydaję mi się że wystąpiłoby lekkie zamieszanie.
  Wsiadając na pokład w drzwiach samolotu stało kilka stewardess oraz jeden młody mężczyzna pracujący na tej samej funkcji. Miał ciemno brązowe oczy oraz duże promienne usta. Spojrzał mi się prosto w oczy i kącikiem ust uśmiechnął, miło witając.
  -La bienvenida a bordo de una aeronave! (Witamy na pokładzie samolotu) - Byłam zaskoczona, bo wydaję mi się, że był to hiszpański. Tyle co wsiadłyśmy do samolotu, a już zyskałyśmy hiszpański promyk szczęścia. Idealnie rozpoczęła się ta przygoda. Hiszpański język i mężczyźni - to jest to! Usiadłyśmy na swoich miejscach i obie zaczęłyśmy się śmiać z sytuacji, która przytrafiła się kilka sekund wcześniej. Spojrzałam w małe okienko i spokojnie wzdychałam ze szczęścia. Nie wierzyłam, że plan już w połowie wypalił. Jestem dosłownie jedną nogą w Hiszpanii.


wtorek, 26 lipca 2016

Rozdział 2 - ,,Dobre kłamstwo"



  -Głodna? - Usłyszałam od tyłu głos Michaliny, która zawsze o tej godzinie trzyma w ręku red bulla.
  -Szczerze, to nie. Ale chętnie wyrwę się dziś na miasto, żeby odpocząć od tej codziennej rutyny. Mam 4 godzinną przerwę między wykładami. A Ty jak stoisz z czasem?
  -Na własne żądanie skończyłam na dziś z wykładami, ha! - Zazdrościłam Michalinie tego luzu, który sprawiał, że dziewczyna robiła co chciała, kiedy chciała. Tak zwane "carpe diem". Ja niestety ciągle kontrolowana przez rodziców, nie mogłam sobie pozwolić na takie pomysły. "No przecież studia są najważniejsze", "Bez nauki nic nie osiągniesz", "Nie rób wstydu rodzinie". Serio? Kto robi wstyd? Ja.. która chodzi jak w zegarku? Przecież oni sami nie pracują w tym, w czym by chcieli. Mama wielce uczyła się weterynarii, a gdzie teraz jest? Sprzedawczyni w pobliskiej kwiaciarni. Tata wielki uczony geodeta! Szkoda, że aktualnie goni ludzi, którzy nie zakupili biletów. Jestem świadoma, że nic dzięki tej nauce nie osiągnę, więc na co mi to wszystko? Strata czasu...
  Zazwyczaj we wtorki wracam do domu na obiad, dziś jednak nie miałam ochoty, więc razem z Michaliną poszłyśmy do ulubionej knajpy w Krakowie - ,,Buda". To dość specyficzne miejsce, nie chodzi tylko o nazwę, co o samą przestrzeń. Głównie przesiadują tu studenci, ale ci z lekkim ubytkiem w mózgu. Każdy podnosi tutaj głos do granic możliwości, piwo leje się tu litrami, a jedzenie to prawdziwy mix. Jedynie ceny są przystępne. Pewnie każdy zastanawia się teraz, czemu w takim razie chodzę do tego miejsca? Ano dlatego, że tutaj ludzie są szczerzy i ich zwariowane ideały powodują na mojej twarzy uśmiech. Nudą tu nie wieje, a małe sprzeczki między stołami, dodają charakteru temu miejscu.
  W domu byłam późnym wieczorem. Tata tradycyjnie leżał na kanapie przed telewizorem, a mama w kuchni czytała przepisy kulinarne. Rzuciłam torbę na barierkę od schodów i poszłam napić się soku z lodówki. Jedynie pytanie jakie zadali mi starzy to - "Jak wykłady?". Gdybym nie była wychowana tak jak jestem, odpowiedziałabym - "Srak" - ale powstrzymałam się i pokiwałam głową na znak "ok".
  Patrzę na te karteczki przyklejone na suficie nad łóżkiem i wzdycham sama do siebie. Tak sobie myślę i uświadamiam, że jestem beznadziejna. Po za upływającym czasem, tkwię tak naprawdę w miejscu. Robię to co rodzice chcą, nie zmieniam w swoim wyglądzie nic, nie spotykam się praktycznie z nikim - chodzi tu o płeć przeciwną. A z Michaliną przyjaźnie się tylko dlatego, ponieważ mieszka niedaleko mnie i razem chodziłyśmy, od podstawówki, do szkoły. Poczułam w sobie werwę - Muszę coś zrobić z tym życiem! - Zbiegłam do salonu powiedzieć rodzicom, że chcę wyjechać i posmakować innego życia. Jednak gdy zobaczyłam tatę, który już spał i mamę, która podkreślała coś w książce, uznałam że to nie ma sensu. W ogóle ja jestem bezsensu, chwilowe olśnienie, które natychmiastowo wygasa. Tak naprawdę, nie potrafię przełamać się i postawić ojcom. Tylko głośno myślę i to tam jestem stanowcza, odważna, a w rzeczywistości uciekam tam gdzie jest innym najlepiej.
  Szukam na internecie ofert z biur podróży do Hiszpanii. Ceny o tej porze są dość wysokie, bo to w końcu szczyt letni. Zaczyna się czerwiec, a wraz z nim wakacje oraz idealna pogoda. Jedna z ofert odpowiada mi najbardziej. Hotel w mieście nadmorskim Walencja. Pobyt ma trwać 2 tygodnie. Zostało parę wolnych miejsc, ale niestety wyjazd już za 2 dni. Tak zwane "last minute". Śmieje się sama do siebie, bo znowu dostałam chwilowego olśnienia i podniety, która za parę sekund zgaśnie i zamieni się w głaz, którym rzucę prosto w siebie. Nagle do pokoju wchodzi mama, która ratuję mnie z depresyjnego czynu.
  -Nie idziesz już spać? Późna godzina, a jutro znowu masz na rano wykłady. W ogóle kiedy zaczynają się sesje u Ciebie? - Ta tylko o tym. Chwyciłam nieco odwagi i postanowiłam spytać czy dałoby radę, abym jednak wyjechała na 2 tygodnie do Hiszpanii.
  -Słuchaj mamo, bo jest taka sprawa, że z mojego wydziału jest organizowany wyjazd do Hiszpanii, na praktyki zawodowe. Ja akurat mam najwyższe wyniki ze swojej grupy i dostałam najlepszą opcję - projektowanie maszyn użytkowych miejskich w zakresie turystycznym - no ale pytanie czy pozwolilibyście mi jechać? - Odwaga w nie wiadomo w jaki sposób połączyła się z kłamstwem i wyszło takie coś. Ręce i nogi drżały jakbym dostała paralizatorem, ale czułam wewnętrznie, że to kłamstwo może pomóc. Mama długo nic nie mówiła, aż wreszcie wzięła głęboki oddech, a ja razem z nią.
  -Kochanie, bardzo się cieszę, że zostałaś w taki sposób wyróżniona, ale jak Ty się przygotujesz do sesji? - Nie powiedziała "nie"! Promyk nadziei jest, teraz trzeba dosypać jeszcze jedno kłamstewko.
  -Ale to liczy się jako sesja i dzięki temu zyskam same piątki, oczywiście o ile te projekty będą dobre i docenione. - Mama kątem ust uśmiechnęła się dodając, że pogoda z tatą. Jutro rano mam znać odpowiedź. Pierwszy raz czułam taką satysfakcje i dumę z siebie, jak jeszcze nigdy. Nie potrafię kłamać, a to kłamstwo chyba naprawdę wyszło.
  Położyłam się na łóżku zerkając na samoprzylepne karteczki, kiedy nagle jedna z nich odpadła. Podniosłam ją i ujrzałam napis "Hiszpania" otoczony artystycznym sercem. To może być dziś, teraz, za chwilę. Mogę podbić Hiszpanię i zostać tam na zawsze. Na razie brzmi to abstrakcyjnie, ale taki jest plan. Najważniejsze to wyjechać, a reszta potoczy się sama. Lecz priorytetowym celem jest brak powrotu. Chcę uciec, a ta ucieczka jest do osiągnięcia. Najgorsze będą dni, kiedy postanowię pozostać w Hiszpanii na własną rękę i biuro podróży zostawi mnie tam samą. Języka nie znam, miasta na dobrą sprawę też nie, prawo jazdy nie mam, ale chociaż raz muszę poczuć ten spontan oraz "carpe diem".
  Rano obudziłam się przed budzikiem, może to dlatego, że nie mogłam doczekać się decyzji rodziców. Póki co wszystko sprzyjało mi, chociażby humor, który pozwolił na docenienie pogody za oknem - gdzie nigdzie wcześniej tego nie robiłam. Ubrałam się w zwiewną sukienkę oraz założyłam słomiany kapelusz, który był mojej mamy. - Nosiła go za młodzieńczych lat. Czułam się, jakbym obudziła się w Walencji i mam zamiar wyjść pozwiedzać. Schodząc na dół, usłyszałam jak któryś z rodziców robi coś w kuchni. O dziwo mama jak i tata już dawno siedzieli przy stole. Przywitałam ich ciepło, usiadłam do stołu z nadzieją, że powiedzą "tak". Ku mojemu zdziwieniu żaden z nich nie wspominał o wyjeździe, a rozmowa kręciła się wokół kwiaciarni oraz młodych ludziach, którzy nałogowo nie kupują biletów. Nawet mama nie zauważyła na mojej głowie jej dawnego kapelusza. Poczułam się dość zlana, ponieważ w moim kierunku nie poszły żadne słowa, nawet zwykłe "dzień dobry". Nie miałam pojęcia, czy sama mogę poruszyć ten temat, może mama jeszcze nic nie powiedziała tacie i czeka na odpowiedni moment. Albo jakimś cudem dowiedzieli się, że to kłamstwo i są obrażeni na mnie. Jednak to uczucie i przedsmak Hiszpanii tak mocno mnie palił od środka, że musiałam cokolwiek powiedzieć.
  -Rozmawialiście już? - Mama przepijała kawę, a tata spojrzał na mnie, odkładając kanapkę z powrotem na talerzyk.
  -Kornelia, wiesz dobrze, że nie mamy pieniędzy na takie wydatki. Uważam, że przeżyjesz bez takiego wyjazdu i na dobro sprawę możesz zdać sesje w normalny sposób. - Te słowa taty wbiły mi tysiące szpilek w serce. Naprawdę uwierzyłam, że to kłamstwo przekonało ich. Momentalnie w oczach pojawiły się łzy, a chcąc cokolwiek odpowiedzieć musiałam sobie przypomnieć, że język potrzebny jest do mówienia.
  -Ale tato! Ten wyjazd może otworzyć mi drogę do kariery zawodowej! Mogę studia skończyć szybciej i mieć pracę. Czy nie o to wam właśnie chodzi? - Tak ze zwykłej ciekawości zadałam dobre pytanie, które uświadomiło mi, że rodzice myślą jakąś niezrozumiałą kategorią. Ciągle mówią o studiach, o tym że muszę uczyć się, żeby mieć dobrze płatną pracę oraz żebym została ich dumą, a kiedy mam "taką możliwość" okazuje się, że im chyba wcale o to nie chodzi.
  -Oczywiście chodzi nam o to, ale będziesz bardziej z siebie dumna, jeśli nie pójdziesz na łatwiznę, tylko osiągniesz cel, ciężką pracą. - Co to w ogóle za tok rozumowania. Nie wiedziałam, czy mam śmiać się z tego co przed chwilą powiedział ojciec, czy płakać, że jednak z idealnego planu nici. Chwyciłam torbę i wyszłam z domu, trzaskając drzwiami, na znak zdenerwowania i zażenowania.
Nie miałam w głowię już nic. Poziom mojego "wkurwienia" - bo łagodniej tego nie można nazwać - minął zenit. Weszłam do pobliskiej księgarni i wypożyczyłam książkę "szybkiej nauki języka hiszpańskiego". Usiadłam na ławce przed i postanowiłam, że przyśpieszę proces mojej edukacji na uniwersytecie jagiellońskim. Wyjadę do Hiszpanii, czy moi rodzice tego chcą, czy nie chcą. Jednak muszę poradzić sobie w inny sposób, gdyż nie będę miała 2 tygodni na poznanie choć odrobiny hiszpańskiego raju na pełnym luzie. Zmiana planu na; Szybki ogar języka, nagły niezapowiedziany wyjazd, Walencja, pozostanie tam na stałe.

poniedziałek, 25 lipca 2016

,,Hiszpańsko - Włosko - Polskie story" Rozdział 1 - Jedna z niewielu kartek.




  Kraków charakteryzuję się ciągłą szarością, tym smogiem unoszącym się ponad miastem, ciągłym deszczem i tłumem turystów. Każdy, który przyjeżdża tu raz na jakiś czas, widzi w tym mieście coś niezwykłego. Ja natomiast, przeciętna mieszkanka tego miasta, uważam że nie ma tu co robić, a krakowiacy są zwyczajnie przereklamowani jako ludzie. To miasto rozwija się tylko w jednym kierunku - studia. A cała reszta stoi daleko w tyle. Od przedszkola chodzę tymi samymi ścieżkami, które przetarli mi wcześniej rodzice. Jestem samodzielna, jednakże nie czuję się wolna ani spełniona. Nie chodzi mi o fakt braku pieniędzy czy o posiadanie markowych rzeczy, ale o ten smak czystego spontanu i zrobienia czegoś szalonego, co wklei się trwale w pamięć.
  Jestem studentką obsługi oraz konstruowania maszyn mechanicznych. Tak, wiem, nazwa długa i dziwna jak na dziewczynę. Bądź co bądź dążę do swoich ideałów, a jednym z nich jest robienie rzeczy wbrew sobie. Całkiem zrozumiałe podejście, co nie? Ogółem studia są nudne i nikomu ich nie polecam. Według mnie można robić wiele innych rzeczy niż uczyć się, bo to najłatwiejsze wyjście - nauka. Że to tak ujmę "do pracy rodacy". Niestety u mnie rodzice posiadali największy wpływ jeśli chodzi o studia, jak zresztą w 50% innych młodych ludzi. "Bez wykształcenia? Jak to? Co pomyślą sąsiedzi? Co pomyśli rodzina, dziadkowie?" No ale co oni mogą pomyśleć? Wszyscy są zaślepieni, tym chorym jak dla mnie, schematem życia.
  -Kochanie! Wstawaj! Zaraz będzie 10 po 7, a Ty musisz jeszcze dojechać na uczelnie. - Otworzyłam oczy i ujrzałam wychodzącą już z mojego pokoju Ann czyli mamę. To ona jest najbardziej wyczulona jeśli chodzi o studia i obowiązek pójścia na nie. Pilnuje mnie, abym na żadne zajęcia na zaspała i żeby moje zdrowie było w jak najlepszej formie. Jednym słowem - paranoja.
  -Podwiozę Cię, właśnie jadę do pracy. - Kochany tata, nie jest samolubny i pomyślał o mnie. Szkoda tylko, że wtedy kiedy najbardziej tego nie chcę. To najgorsza zmiana w całym miesiącu, tata zaczyna pracę w autobusie miejskim od 8 rano do 16. Nie mogę szlajać się po mieście, ponieważ mogę napotkać ojca w każdym miejscu. Praca kanara transportu miejskiego nie jest zła, ale dzięki temu jest szczęście w nieszczęściu, ponieważ mam darmowy bilet cało roczny i tata sprawdza czy jadę miejskim.
  -Cześć! Dziś ledwo wstałam. Głowa napierdala ostro! Nie dość, że deszcz to dodatkowo słabe ciśnienie. Jak w takich warunkach studiować? - Michalina, kobieta sukcesu, bogini imprez, drinów oraz marudzenia. Na szczęście nie studiuje tego samego kierunku. Dziennikarka z krwi i kości, zmielonych w parówkę.
  -Gdybyś tyle nie chlała w niedzielę, to wyglądałabyś jak człowiek. Według mnie przesadzasz! Piątek, sobota, niedziela - pijesz, szlajasz się po mieście.
  -Wole tak spędzać czas niż marzyć i planować coś czego nigdy nie zrealizuję. - Marzę i planuję coś czego nigdy nie zrealizuję? Całkiem możliwe, ale właśnie taka jestem, o to cała ja! Marzycielka, która stawia sobie celę będące czystą abstrakcją. Przypisuję sobie karteczkę z napisem "romantyczna desperatka". Szukam miłości z najpiękniejszego kraju na świecie! Hiszpania, Barcelona, Sevilla... Tak, to mi się marzy. A na końcu tej ścieżki mężczyzna, który sprawi, że będę robić to co kocham. Chcę mężczyzny, który zrobi wszystko co wyczytałam z romansideł.
  Codziennie wieczorem na karteczce samoprzylepnej pisze jedno z marzeń, które chciałabym żeby spełniło się. Lecz w głównym miejscu wisi "Wyjazd do Hiszpanii" , "Znalezienie miłości w Hiszpanii". Da się osiągnąć, lecz potrzeba pieniędzy, no i ukończenia tych cholernych studiów... Bo w innym przypadku rodzice nie pożyczą gotówki - chociażby na bilet i przenocowanie paru dni, aż nie znajdę tam pracy.

Wstęp



Będzie to opowiadanie, gdzie główną bohaterką jest młoda dziewczyna. Jak to mówią - młodość ma swoje prawa. To opowiadanie będzie tego najlepszym przykładem. Wiek + pomysły + przygoda + miłość oraz marzenia = powieść dla dziewczyn, które lubią niezależność!

Główna bohaterka; Kornelia; 20 lat; studentka; polka mieszkająca w Krakowie. Jedynaczka mieszkająca z rodzicami w niewielkim mieszkaniu - blok. Dziewczyna o rudych, długich włosach z twarzą w piegach oraz zielonych oczach. Naturalna, brzydząca się makijażem.



Kolejnym bohaterem powieści jest chłopak, który cechuje się inteligencją oraz pomysłem na życie. Włoch; 22 lata; Denise Bolardo. 



W powieści pojawi się również drugi mężczyzna, bardzo podobny z wyglądu do Denise, natomiast całkowite przeciwieństwo z charakteru. Z pochodzenia Hiszpan; 22 lata; Josue (czyt. Dżose)



Bohaterka, która również da do powieści małe co nieco, to przyjaciółka głównej bohaterki. 20 letnia Michalina, która swoim szaleństwem nie raz namiesza w głowie Kornelii. Jak to mówią - kolor odzwierciedla osobowość i tu blond idealnie ukazuję charakter bohaterki. 



:)