czwartek, 28 lipca 2016
Rozdział 3 - ,,Plan B"
Patrzę, na te słówka hiszpańskie i pierwsze co przychodzi na myśl, to wesoła, płynąca jak rzeka, melodia. Ten język ma w sobie tyle radości, która przeszywa człowieka od środka. Dodatkowo dobija, patrząc na gruzy planu. Wewnętrznie jeszcze nie pogodziłam się z decyzją rodziców i w ogóle z odrzuceniem tego świetnego pomysłu. Byłabym sobą gdybym odpuściła, a chwilowo mam w sobie duszę buntowniczki, więc nie pozostało mi nic innego jak spróbować jeszcze raz. Nie wpuścili mnie drzwiami... Wejdę oknem!
Wpadłam na dość pozytywną myśl, która podniosła mnie jednocześnie na duchu. Od czego w końcu ma się przyjaciół? Właśnie do takich chwil w życiu jaką mam obecnie. Michalina pieniądze ma. Mała pożyczka nie zaszkodzi - Tak zwana "chwilówka".
Biorę telefon i szukam tego pięknego imienia w kontaktach.
-Michalina? Mam sprawę. Pilne, natychmiast masz pojawić się w Budzie! - Nawet nie dałam jej nic powiedzieć, po prostu rozłączyłam się i biegiem na pobliski przystanek.
Wsiadając z tej całej euforii, zapomniałam odbić swój stały bilet, ale w końcu jestem w amoku buntu. Jadąc naszła mnie nowa, awaryjna myśl. Jeśli Michalina nie da rady pomóc mi w jakikolwiek sposób, lub jej pomoc będzie niewielka, mogę udać się do banku i wziąć pożyczkę. Jestem dorosła już od 2 lat, więc na luzie powinno udać się. A później będę się tylko martwić "co tu spakować?".
Michalina już czekała na mnie pod barem. Podbiegłam do niej najszybciej jak potrafię. Akurat była w mieście dlatego nawet nie oddzwaniała, po prostu przyszła i czekała aż skrócę o co chodzi.
-Potrzebuję kasy na wyjazd do Hiszpanii. Starzy nie chcą mi dać, a Ty jesteś jedyną osobą, która może mi pomóż. - Michalina popatrzała na mnie, zrobiła jedną wielką zdziwioną minę, popatrzała na zegarek i odpowiedziała.
-Mamy godzinę na to, żeby wpaść do mnie na mieszkanie, zabrać od rodziców hajs i udać się jak najdalej od domu. - Jej słowa zabrzmiały co najmniej dziwnie, a najbardziej "zabrać od rodziców hajs i udać się jak najdalej od domu".
-Czemu mamy uciekać z domu? - Dziewczyna tylko głośno zaśmiała się, chwyciła mnie za rękę i pobiegłyśmy w stronę jej bloków.
Jej kamienica jest bardzo bogata i kunsztownie zagospodarowana. Nic dziwnego, że mieszkają tu sami nadziani ludzie. A właśnie taką była Michalina, co może nie do końca ona, a jej rodzice. Tata architekt, a mama ordynatorka w szpitalu w Częstochowie. Dziewczyna miała jednym słowem luz, ponieważ mama zjeżdżała wyłącznie na weekendy, a tata przez projekty przesiadywał 90% swojego czasu w gabinecie. Twierdzili jednak, że nie należy rozpuszczać swojej jedynej córki, dlatego nie miała dostępu do pieniędzy. Jedyną rzeczą, na którą jej pozwalali to na życie w swoim własnym tempie i robieniu co chce. Nie jest to takie fajne jak brzmi, ponieważ bez kasy nie można robić wszystkiego, a zazwyczaj było tak, że to co chciała robić - kosztowało. Cóż... Córeczka tatusia, to córeczka tatusia. On głupi wierzył jej bezgranicznie, a Michasia tylko to wykorzystywała. Znała miejsce ich rodzinnego sejfu, zerkała tam pewnie nie raz, ale na bezpieczną sumkę.
Wchodząc do jej mieszkania, upewniła się, że nikogo nie ma. Najgorzej było wejść do gabinetu taty, bo lubił sobie pospać na swoich projektach. Na nasze szczęście dom był pusty, a Michalina ze swoimi złodziejskimi paluchami, perfekcyjnie wbiła hasło do sejfu z pieniędzmi. Zadygotałam, jednocześnie poczułam, że robię się momentalnie blada jak ściana. Wstrzymałam rękę przyjaciółki, zerkając jej prosto w oczy.
-Co to znaczy, że mamy uciekać z domu? - Spytałam ponownie, ponieważ wcześniej nie usłyszałam odpowiedzi.
-Podoba mi się plan. JEDZIEMY DO HISZPANII! - Zamurowało mnie. Opadły mi ręce do samej podłogi. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nawet zwykłe "aha" było trudno wydusić. Jak widać plan został nieco zmodyfikowany, ale na szczęście pozostał planem. Po dłuższej chwili uznałam, że teraz ma to sens. Z kimś raźniej, a z Michaliną takie spontany mogą wypalić.
Udałyśmy się do mojego mieszkania, w pokoju zliczyłyśmy pieniądze ile udało się... Ukraść? Ale przecież, ja chciałam tylko pożyczyć, a później z czystym sumieniem oddać. Michalina jednak zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą i sama zdążyła w głowie ułożyć plan B. Okazało się, że ucieczka z mieszkania blondynki była konieczna, gdyż tata miał za parę minut wrócić z delegacji. A gdy jest w domu, często przypomina Michalinie, że nie może wchodzić do jego gabinetu - ma tam dużo ważnych dokumentów oraz projektów. Najbardziej zastanawiało mnie, co dziewczyna powie ojcu, gdy ten zorientuję się, że zniknęła taka duża sumie pieniędzy. Micha jednak zapewniła, że ojciec nie skapnie się, ponieważ codziennie dokłada tam taką sobą sumę, jak i nie większą. Opowiedziałam na szybko jak wygląda mój plan. Przyjaciółka nieco zmieniła go, ale tylko w lepszą stronę. Obie uznałyśmy, że dziś w nocy wylatujemy do Hiszpanii. Michalina w Walencji zna hotel, w którym często razem z rodzicami przebywali. Wpisała nazwę w internecie i szybkim ruchem napisała mail'a z prośbą rezerwacji. Teoretycznie bez wpłacenia od górnie zaliczki nie byłoby takiej możliwości, ale pisząc z e-mail'a ojca wszystko było prościutkie.
Natomiast ja w tym czasie wzięłam walizkę i rozpoczęłam pakowanie. Nie lubię pakować się bez wcześniejszej listy "co mam zabrać", ale nie miałam teraz na to czasu. Nikt nie mógł wiedzieć o tym, że wyjeżdżamy. Jednym słowem wygląda to jak ucieczka. Spakowałam głównie sukienki oraz bluzki z koronką i odkrytymi ramionami. Hiszpania to bardzo pikantny kraj, gdzie temperatura 35 stopni to codzienność. W przeciwieństwie do Polski, a zwłaszcza Krakowa, którego charakteryzuję deszcz i szarość. Kapelusz mamy - obowiązkowo. Okulary przeciwsłoneczne i parę sandałków.
-A szpilki i jakieś miniówy? - Wybiła mnie z rytmu pakowania Michalina.
-Nie mam szpilek ani miniówek. - W przeciwieństwie do niej, ja nie chodziłam na dyskoteki. Za nic nie czułam takiej potrzeby, może dlatego że posiadam za wysokie wymagania co do miejsc, w których przebywam. Z tej też racji, w mało której knajpie jadam czy chociażby siedzę, ponieważ nie pasuję mi wnętrze czy kolor foteli. Mam trudny charakter jestem tego w pełni świadoma. Nic na to nie poradzę, jedynie "ten mężczyzna" może, ale aktualnie nie jest to możliwe.
-Masz szczęście, że masz mnie! - Zaśmiała się dziewczyna - Ja wezmę ze sobą i pożyczę Ci, żebyś wyglądała jak człowiek, a nie klapki i sukienka za kolana. Ile ty masz lat? - Tak... Różniłyśmy się z Michaliną w diametralny sposób. Od charakteru do wyglądu po przez słowa mówione. Często słyszałam z jej ust, że jak znajdę faceta, to ona będzie pierwszą osobą, która mi pogratuluję. Tak szczerze, właśnie innej opcji nie widzę. Nie mam innych przyjaciół, a rodzice gdyby dowiedzieli się, że mam chłopaka w trakcie studiów, podcięliby mu gardło...
Byłam już spakowana, jedynie do plecaka rzuciłam na szybko potrzebne dokumenty i książki, które mogą się przydać. Umówiłyśmy się, że spotkamy się przed placem taksówkarzy obok kina. Tam wsiądziemy w taksówkę i udamy się na lotnisko.
Dochodziła 21 wieczorem. Rodzice robili to, co zazwyczaj o tej godzinie. Czyli tata leżał przed telewizorem, oglądając informacje z świata, co chwilę przysypiając. Natomiast mama siedziała przy stole w kuchni czytając gazety. Musiałam wymknąć się po cichu i szybkim krokiem udać się w umówione miejsce. Samolot miałyśmy o 1 w nocy, więc tak naprawdę wszystko będzie na styk. Nie mam czasu na długie rozmowy ze starszymi, bo wszystko mogę zawalić. Zeszłam do kuchni, udając, że biorę szklankę zimnego soku z lodówki i idę spać.
-Kornelio! Czemu ty jesteś jeszcze ubrana w dżinsy i koszulkę? Idź spać! - Przewrażliwiona na punkcie godziny - matka.
-Właśnie idę się wykąpać i do spania! Jutro muszę być na uczelni o 6 rano. - Podałam taką godzinę, o której rodzice dopiero się budzą. Aby nie podejrzewali i nie robili poszukiwań mojej osoby od rana.
-Co tak wczas? Nigdy wcześniej nie zdarzało się, żebyś o takiej porze musiała już być na uczelni. - Dociekliwości mamy nie znała granic.
-Jutro mamy naukę w plenerze. - Jednocześnie szybko dodałam, aby nie wypytywała zbyt długo o szczegóły. - Wiesz na budowli obok stadionu Krakowi. Musimy rozpocząć razem z budowlańcami. - Mama pokiwała głową, wracając do gazety. Cichym krokiem udałam się w stronę schodów, udając że po nich wchodzę. Chwyciłam walizkę i wyślizgnęłam się przez drzwi.
Zostawiłam list z wiadomością dla rodziców w pokoju na biurku. Napisałam po krótsze, że mam do nich żal, dlatego sama postanowiłam zadbać o swój cel. Mają nie dzwonić na policje, bo nigdzie nie zaginęłam. Po prostu chciałam spędzić chociaż kawałek swojego życia tak, jak sobie to wymarzyłam. Dodałam iż czas mojego pobytu jest nie określony. Mam zamiar znaleźć pracę i pomieszkać trochę w słonecznej Hiszpanii. Zapewniłam, że pieniądze które mam, nie są od nich, więc po prostu mają czekać i nie dzwonić.
Moja walizka była dość lekka, może dlatego, że sukienki które zabrałam są zwiewne i lekkie. Przystanęłam obok jednej z taksówek i wyszukiwałam w przechodniach Michaliny. Ta jednak trochę spóźniała się. Gdy nagle ujrzałam jak jej tata podjeżdża swoja wypasioną czarną bryką przed chodnik. W kieszeni poczułam wibrację mojego telefonu. Wyświetla się numer Michaliny.
-Halo?
-Wsiadaj do auta, jedziemy na lotnisko! - Już nic nie rozumiałam. Myślałam, że ona tak samo jak ja, musi kłamać, żeby wydostać się z domu i wyjechać na nieokreślony czas. Natomiast jej tata najwidoczniej o wszystkim wie. Otworzyłam tylne drzwi pasażera, większym ruchem wrzuciłam walizkę i usiadłam. Byłam nieco zdrętwiała, ponieważ nic nie rozumiałam.
-Tata zaproponował, że podwiezie nas. Wiesz jak to jest z tymi taksówkami. Musiałybyśmy zapłacić z 200 zł za przejazd na lotnisko. - Mówiła tak na luzie, że czekałam jedynie na jakiekolwiek słowa jej taty. Jednak on nic nie mówił, tylko skoncentrował się na drodze. Chwyciłam z powrotem telefon do ręki i wysłałam sms'a Michalinie z treścią: ,,Twój tata o wszystkim wie? Nic nie rozumiem". Blondyna odczytała i po szybkim zerknięciu na tatę odpowiedziała.
-Zabrałaś te książki, o które prosili profesorowie? Bo tak mi się przypomniało, że nie zabrałam ich. - Teraz dopiero dodarło do mnie, że jej kłamstwo polegało na innej wersji. Na szczęście odpowiedziałam dość płynnie i szybko aby nie wyglądało to sztucznie.
Na lotnisku byłyśmy troszkę po 23 w nocy. Tata Michaliny wyściskał ją, a w moją stronę przesłał parę buziaków z ręki. Tak naprawdę to tata Michaliny jest bardzo dobrym ojcem. Co prawda zapracowany i często na pewno zmęczony, ale traktuje swoją córkę z należytym szacunkiem. Mój tata bankowo nie pożegnałby się w taki sposób ze mną. Nawet nie przypominam sobie, kiedy ostatnio przytulił mnie. Kiedy żyje sobie w normalnym tępię, absolutnie nie przeszkadza mi to. Jednak gdy widzę takie sytuację jak chociażby ta, serce lekko boli, a łezka w oku kręci się. Nigdy nie miałam dobrego kontaktu z tatą, chociaż jestem jedynym jego dzieckiem. To najzwyczajniej zależy od charakteru. Można wywnioskować, że mój tok myślenia i postępowania jest identyczny jak ojca. Jednocześnie ja mogłabym podejść do niego i przytulić, ale moje zasady nie pozwalają na takie czyny.
Kiwnęłam ręką na pożegnanie z ojcem przyjaciółki i szybkim krokiem poszłyśmy na lotnisko. Jeszcze nigdy nie leciałam samolotem, więc będzie to podwójna przygoda oraz przeżycie. Najgorsze jest to stanie w kolejce i czekanie na przejście w bramce oraz odbiór bagażu. Gdyby tak więcej ludzi wylatywało o tej godzinie, wydaję mi się że wystąpiłoby lekkie zamieszanie.
Wsiadając na pokład w drzwiach samolotu stało kilka stewardess oraz jeden młody mężczyzna pracujący na tej samej funkcji. Miał ciemno brązowe oczy oraz duże promienne usta. Spojrzał mi się prosto w oczy i kącikiem ust uśmiechnął, miło witając.
-La bienvenida a bordo de una aeronave! (Witamy na pokładzie samolotu) - Byłam zaskoczona, bo wydaję mi się, że był to hiszpański. Tyle co wsiadłyśmy do samolotu, a już zyskałyśmy hiszpański promyk szczęścia. Idealnie rozpoczęła się ta przygoda. Hiszpański język i mężczyźni - to jest to! Usiadłyśmy na swoich miejscach i obie zaczęłyśmy się śmiać z sytuacji, która przytrafiła się kilka sekund wcześniej. Spojrzałam w małe okienko i spokojnie wzdychałam ze szczęścia. Nie wierzyłam, że plan już w połowie wypalił. Jestem dosłownie jedną nogą w Hiszpanii.
wtorek, 26 lipca 2016
Rozdział 2 - ,,Dobre kłamstwo"
-Głodna? - Usłyszałam od tyłu głos Michaliny, która zawsze o tej godzinie trzyma w ręku red bulla.
-Szczerze, to nie. Ale chętnie wyrwę się dziś na miasto, żeby odpocząć od tej codziennej rutyny. Mam 4 godzinną przerwę między wykładami. A Ty jak stoisz z czasem?
-Na własne żądanie skończyłam na dziś z wykładami, ha! - Zazdrościłam Michalinie tego luzu, który sprawiał, że dziewczyna robiła co chciała, kiedy chciała. Tak zwane "carpe diem". Ja niestety ciągle kontrolowana przez rodziców, nie mogłam sobie pozwolić na takie pomysły. "No przecież studia są najważniejsze", "Bez nauki nic nie osiągniesz", "Nie rób wstydu rodzinie". Serio? Kto robi wstyd? Ja.. która chodzi jak w zegarku? Przecież oni sami nie pracują w tym, w czym by chcieli. Mama wielce uczyła się weterynarii, a gdzie teraz jest? Sprzedawczyni w pobliskiej kwiaciarni. Tata wielki uczony geodeta! Szkoda, że aktualnie goni ludzi, którzy nie zakupili biletów. Jestem świadoma, że nic dzięki tej nauce nie osiągnę, więc na co mi to wszystko? Strata czasu...
Zazwyczaj we wtorki wracam do domu na obiad, dziś jednak nie miałam ochoty, więc razem z Michaliną poszłyśmy do ulubionej knajpy w Krakowie - ,,Buda". To dość specyficzne miejsce, nie chodzi tylko o nazwę, co o samą przestrzeń. Głównie przesiadują tu studenci, ale ci z lekkim ubytkiem w mózgu. Każdy podnosi tutaj głos do granic możliwości, piwo leje się tu litrami, a jedzenie to prawdziwy mix. Jedynie ceny są przystępne. Pewnie każdy zastanawia się teraz, czemu w takim razie chodzę do tego miejsca? Ano dlatego, że tutaj ludzie są szczerzy i ich zwariowane ideały powodują na mojej twarzy uśmiech. Nudą tu nie wieje, a małe sprzeczki między stołami, dodają charakteru temu miejscu.
W domu byłam późnym wieczorem. Tata tradycyjnie leżał na kanapie przed telewizorem, a mama w kuchni czytała przepisy kulinarne. Rzuciłam torbę na barierkę od schodów i poszłam napić się soku z lodówki. Jedynie pytanie jakie zadali mi starzy to - "Jak wykłady?". Gdybym nie była wychowana tak jak jestem, odpowiedziałabym - "Srak" - ale powstrzymałam się i pokiwałam głową na znak "ok".
Patrzę na te karteczki przyklejone na suficie nad łóżkiem i wzdycham sama do siebie. Tak sobie myślę i uświadamiam, że jestem beznadziejna. Po za upływającym czasem, tkwię tak naprawdę w miejscu. Robię to co rodzice chcą, nie zmieniam w swoim wyglądzie nic, nie spotykam się praktycznie z nikim - chodzi tu o płeć przeciwną. A z Michaliną przyjaźnie się tylko dlatego, ponieważ mieszka niedaleko mnie i razem chodziłyśmy, od podstawówki, do szkoły. Poczułam w sobie werwę - Muszę coś zrobić z tym życiem! - Zbiegłam do salonu powiedzieć rodzicom, że chcę wyjechać i posmakować innego życia. Jednak gdy zobaczyłam tatę, który już spał i mamę, która podkreślała coś w książce, uznałam że to nie ma sensu. W ogóle ja jestem bezsensu, chwilowe olśnienie, które natychmiastowo wygasa. Tak naprawdę, nie potrafię przełamać się i postawić ojcom. Tylko głośno myślę i to tam jestem stanowcza, odważna, a w rzeczywistości uciekam tam gdzie jest innym najlepiej.
Szukam na internecie ofert z biur podróży do Hiszpanii. Ceny o tej porze są dość wysokie, bo to w końcu szczyt letni. Zaczyna się czerwiec, a wraz z nim wakacje oraz idealna pogoda. Jedna z ofert odpowiada mi najbardziej. Hotel w mieście nadmorskim Walencja. Pobyt ma trwać 2 tygodnie. Zostało parę wolnych miejsc, ale niestety wyjazd już za 2 dni. Tak zwane "last minute". Śmieje się sama do siebie, bo znowu dostałam chwilowego olśnienia i podniety, która za parę sekund zgaśnie i zamieni się w głaz, którym rzucę prosto w siebie. Nagle do pokoju wchodzi mama, która ratuję mnie z depresyjnego czynu.
-Nie idziesz już spać? Późna godzina, a jutro znowu masz na rano wykłady. W ogóle kiedy zaczynają się sesje u Ciebie? - Ta tylko o tym. Chwyciłam nieco odwagi i postanowiłam spytać czy dałoby radę, abym jednak wyjechała na 2 tygodnie do Hiszpanii.
-Słuchaj mamo, bo jest taka sprawa, że z mojego wydziału jest organizowany wyjazd do Hiszpanii, na praktyki zawodowe. Ja akurat mam najwyższe wyniki ze swojej grupy i dostałam najlepszą opcję - projektowanie maszyn użytkowych miejskich w zakresie turystycznym - no ale pytanie czy pozwolilibyście mi jechać? - Odwaga w nie wiadomo w jaki sposób połączyła się z kłamstwem i wyszło takie coś. Ręce i nogi drżały jakbym dostała paralizatorem, ale czułam wewnętrznie, że to kłamstwo może pomóc. Mama długo nic nie mówiła, aż wreszcie wzięła głęboki oddech, a ja razem z nią.
-Kochanie, bardzo się cieszę, że zostałaś w taki sposób wyróżniona, ale jak Ty się przygotujesz do sesji? - Nie powiedziała "nie"! Promyk nadziei jest, teraz trzeba dosypać jeszcze jedno kłamstewko.
-Ale to liczy się jako sesja i dzięki temu zyskam same piątki, oczywiście o ile te projekty będą dobre i docenione. - Mama kątem ust uśmiechnęła się dodając, że pogoda z tatą. Jutro rano mam znać odpowiedź. Pierwszy raz czułam taką satysfakcje i dumę z siebie, jak jeszcze nigdy. Nie potrafię kłamać, a to kłamstwo chyba naprawdę wyszło.
Położyłam się na łóżku zerkając na samoprzylepne karteczki, kiedy nagle jedna z nich odpadła. Podniosłam ją i ujrzałam napis "Hiszpania" otoczony artystycznym sercem. To może być dziś, teraz, za chwilę. Mogę podbić Hiszpanię i zostać tam na zawsze. Na razie brzmi to abstrakcyjnie, ale taki jest plan. Najważniejsze to wyjechać, a reszta potoczy się sama. Lecz priorytetowym celem jest brak powrotu. Chcę uciec, a ta ucieczka jest do osiągnięcia. Najgorsze będą dni, kiedy postanowię pozostać w Hiszpanii na własną rękę i biuro podróży zostawi mnie tam samą. Języka nie znam, miasta na dobrą sprawę też nie, prawo jazdy nie mam, ale chociaż raz muszę poczuć ten spontan oraz "carpe diem".
Rano obudziłam się przed budzikiem, może to dlatego, że nie mogłam doczekać się decyzji rodziców. Póki co wszystko sprzyjało mi, chociażby humor, który pozwolił na docenienie pogody za oknem - gdzie nigdzie wcześniej tego nie robiłam. Ubrałam się w zwiewną sukienkę oraz założyłam słomiany kapelusz, który był mojej mamy. - Nosiła go za młodzieńczych lat. Czułam się, jakbym obudziła się w Walencji i mam zamiar wyjść pozwiedzać. Schodząc na dół, usłyszałam jak któryś z rodziców robi coś w kuchni. O dziwo mama jak i tata już dawno siedzieli przy stole. Przywitałam ich ciepło, usiadłam do stołu z nadzieją, że powiedzą "tak". Ku mojemu zdziwieniu żaden z nich nie wspominał o wyjeździe, a rozmowa kręciła się wokół kwiaciarni oraz młodych ludziach, którzy nałogowo nie kupują biletów. Nawet mama nie zauważyła na mojej głowie jej dawnego kapelusza. Poczułam się dość zlana, ponieważ w moim kierunku nie poszły żadne słowa, nawet zwykłe "dzień dobry". Nie miałam pojęcia, czy sama mogę poruszyć ten temat, może mama jeszcze nic nie powiedziała tacie i czeka na odpowiedni moment. Albo jakimś cudem dowiedzieli się, że to kłamstwo i są obrażeni na mnie. Jednak to uczucie i przedsmak Hiszpanii tak mocno mnie palił od środka, że musiałam cokolwiek powiedzieć.
-Rozmawialiście już? - Mama przepijała kawę, a tata spojrzał na mnie, odkładając kanapkę z powrotem na talerzyk.
-Kornelia, wiesz dobrze, że nie mamy pieniędzy na takie wydatki. Uważam, że przeżyjesz bez takiego wyjazdu i na dobro sprawę możesz zdać sesje w normalny sposób. - Te słowa taty wbiły mi tysiące szpilek w serce. Naprawdę uwierzyłam, że to kłamstwo przekonało ich. Momentalnie w oczach pojawiły się łzy, a chcąc cokolwiek odpowiedzieć musiałam sobie przypomnieć, że język potrzebny jest do mówienia.
-Ale tato! Ten wyjazd może otworzyć mi drogę do kariery zawodowej! Mogę studia skończyć szybciej i mieć pracę. Czy nie o to wam właśnie chodzi? - Tak ze zwykłej ciekawości zadałam dobre pytanie, które uświadomiło mi, że rodzice myślą jakąś niezrozumiałą kategorią. Ciągle mówią o studiach, o tym że muszę uczyć się, żeby mieć dobrze płatną pracę oraz żebym została ich dumą, a kiedy mam "taką możliwość" okazuje się, że im chyba wcale o to nie chodzi.
-Oczywiście chodzi nam o to, ale będziesz bardziej z siebie dumna, jeśli nie pójdziesz na łatwiznę, tylko osiągniesz cel, ciężką pracą. - Co to w ogóle za tok rozumowania. Nie wiedziałam, czy mam śmiać się z tego co przed chwilą powiedział ojciec, czy płakać, że jednak z idealnego planu nici. Chwyciłam torbę i wyszłam z domu, trzaskając drzwiami, na znak zdenerwowania i zażenowania.
Nie miałam w głowię już nic. Poziom mojego "wkurwienia" - bo łagodniej tego nie można nazwać - minął zenit. Weszłam do pobliskiej księgarni i wypożyczyłam książkę "szybkiej nauki języka hiszpańskiego". Usiadłam na ławce przed i postanowiłam, że przyśpieszę proces mojej edukacji na uniwersytecie jagiellońskim. Wyjadę do Hiszpanii, czy moi rodzice tego chcą, czy nie chcą. Jednak muszę poradzić sobie w inny sposób, gdyż nie będę miała 2 tygodni na poznanie choć odrobiny hiszpańskiego raju na pełnym luzie. Zmiana planu na; Szybki ogar języka, nagły niezapowiedziany wyjazd, Walencja, pozostanie tam na stałe.
poniedziałek, 25 lipca 2016
,,Hiszpańsko - Włosko - Polskie story" Rozdział 1 - Jedna z niewielu kartek.
Kraków charakteryzuję się ciągłą szarością, tym smogiem unoszącym się ponad miastem, ciągłym deszczem i tłumem turystów. Każdy, który przyjeżdża tu raz na jakiś czas, widzi w tym mieście coś niezwykłego. Ja natomiast, przeciętna mieszkanka tego miasta, uważam że nie ma tu co robić, a krakowiacy są zwyczajnie przereklamowani jako ludzie. To miasto rozwija się tylko w jednym kierunku - studia. A cała reszta stoi daleko w tyle. Od przedszkola chodzę tymi samymi ścieżkami, które przetarli mi wcześniej rodzice. Jestem samodzielna, jednakże nie czuję się wolna ani spełniona. Nie chodzi mi o fakt braku pieniędzy czy o posiadanie markowych rzeczy, ale o ten smak czystego spontanu i zrobienia czegoś szalonego, co wklei się trwale w pamięć.
Jestem studentką obsługi oraz konstruowania maszyn mechanicznych. Tak, wiem, nazwa długa i dziwna jak na dziewczynę. Bądź co bądź dążę do swoich ideałów, a jednym z nich jest robienie rzeczy wbrew sobie. Całkiem zrozumiałe podejście, co nie? Ogółem studia są nudne i nikomu ich nie polecam. Według mnie można robić wiele innych rzeczy niż uczyć się, bo to najłatwiejsze wyjście - nauka. Że to tak ujmę "do pracy rodacy". Niestety u mnie rodzice posiadali największy wpływ jeśli chodzi o studia, jak zresztą w 50% innych młodych ludzi. "Bez wykształcenia? Jak to? Co pomyślą sąsiedzi? Co pomyśli rodzina, dziadkowie?" No ale co oni mogą pomyśleć? Wszyscy są zaślepieni, tym chorym jak dla mnie, schematem życia.
-Kochanie! Wstawaj! Zaraz będzie 10 po 7, a Ty musisz jeszcze dojechać na uczelnie. - Otworzyłam oczy i ujrzałam wychodzącą już z mojego pokoju Ann czyli mamę. To ona jest najbardziej wyczulona jeśli chodzi o studia i obowiązek pójścia na nie. Pilnuje mnie, abym na żadne zajęcia na zaspała i żeby moje zdrowie było w jak najlepszej formie. Jednym słowem - paranoja.
-Podwiozę Cię, właśnie jadę do pracy. - Kochany tata, nie jest samolubny i pomyślał o mnie. Szkoda tylko, że wtedy kiedy najbardziej tego nie chcę. To najgorsza zmiana w całym miesiącu, tata zaczyna pracę w autobusie miejskim od 8 rano do 16. Nie mogę szlajać się po mieście, ponieważ mogę napotkać ojca w każdym miejscu. Praca kanara transportu miejskiego nie jest zła, ale dzięki temu jest szczęście w nieszczęściu, ponieważ mam darmowy bilet cało roczny i tata sprawdza czy jadę miejskim.
-Cześć! Dziś ledwo wstałam. Głowa napierdala ostro! Nie dość, że deszcz to dodatkowo słabe ciśnienie. Jak w takich warunkach studiować? - Michalina, kobieta sukcesu, bogini imprez, drinów oraz marudzenia. Na szczęście nie studiuje tego samego kierunku. Dziennikarka z krwi i kości, zmielonych w parówkę.
-Gdybyś tyle nie chlała w niedzielę, to wyglądałabyś jak człowiek. Według mnie przesadzasz! Piątek, sobota, niedziela - pijesz, szlajasz się po mieście.
-Wole tak spędzać czas niż marzyć i planować coś czego nigdy nie zrealizuję. - Marzę i planuję coś czego nigdy nie zrealizuję? Całkiem możliwe, ale właśnie taka jestem, o to cała ja! Marzycielka, która stawia sobie celę będące czystą abstrakcją. Przypisuję sobie karteczkę z napisem "romantyczna desperatka". Szukam miłości z najpiękniejszego kraju na świecie! Hiszpania, Barcelona, Sevilla... Tak, to mi się marzy. A na końcu tej ścieżki mężczyzna, który sprawi, że będę robić to co kocham. Chcę mężczyzny, który zrobi wszystko co wyczytałam z romansideł.
Codziennie wieczorem na karteczce samoprzylepnej pisze jedno z marzeń, które chciałabym żeby spełniło się. Lecz w głównym miejscu wisi "Wyjazd do Hiszpanii" , "Znalezienie miłości w Hiszpanii". Da się osiągnąć, lecz potrzeba pieniędzy, no i ukończenia tych cholernych studiów... Bo w innym przypadku rodzice nie pożyczą gotówki - chociażby na bilet i przenocowanie paru dni, aż nie znajdę tam pracy.
Wstęp
Będzie to opowiadanie, gdzie główną bohaterką jest młoda dziewczyna. Jak to mówią - młodość ma swoje prawa. To opowiadanie będzie tego najlepszym przykładem. Wiek + pomysły + przygoda + miłość oraz marzenia = powieść dla dziewczyn, które lubią niezależność!
Główna bohaterka; Kornelia; 20 lat; studentka; polka mieszkająca w Krakowie. Jedynaczka mieszkająca z rodzicami w niewielkim mieszkaniu - blok. Dziewczyna o rudych, długich włosach z twarzą w piegach oraz zielonych oczach. Naturalna, brzydząca się makijażem.
Kolejnym bohaterem powieści jest chłopak, który cechuje się inteligencją oraz pomysłem na życie. Włoch; 22 lata; Denise Bolardo.
W powieści pojawi się również drugi mężczyzna, bardzo podobny z wyglądu do Denise, natomiast całkowite przeciwieństwo z charakteru. Z pochodzenia Hiszpan; 22 lata; Josue (czyt. Dżose)
Bohaterka, która również da do powieści małe co nieco, to przyjaciółka głównej bohaterki. 20 letnia Michalina, która swoim szaleństwem nie raz namiesza w głowie Kornelii. Jak to mówią - kolor odzwierciedla osobowość i tu blond idealnie ukazuję charakter bohaterki.
:)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






